Kończąc ten luźnonaukowy wstęp czas przejść do rzeczy, czyli do mojej wycieczki w góry.
Po sesji mam aż za dużo czasu wolnego. Trzeba go więc w jakiś sensowny sposób spożytkować. We wtorek patrząc na webkamerki pomyślałem, że wyprawa w góry może być ciekawa. Następnego dnia rano zobaczyłem, że pogoda znów jest idealna, więc zebrałem manatki i ruszyłem w drogę do Szklarskiej Poręby, jakże błyskawiczną komunikacją PKS. Plan był taki: Na Szrenicę, a potem zobaczymy co dalej.
Co ciekawe, to nie szczytowa część trasy była najcięższa, ale początek i koniec, jeszcze poniżej granicy lasu. Na podejściu pod Wodospad Kamieńczyka śnieg był bardzo ubity, przez było dość ślisko. Jednak powyżej wodospadu zaczęło przebijać się słońce, śnieg był nie całkiem ubity i z wielką przyjemnością można było po prosu spacerować. Zdjąłem kurtkę, bo było za ciepło. Na samej Szrenicy jeden pan ganiał nawet bez koszulki :) To najlepiej opisuje pogodę. Ponadto byłem już nad górskim morzem chmur. Ciekawa jest również świadomość, że ma się takie warunki, podczas gdy w mieście jest szaro-buro!


Pod wpływem chęci, jakich nabrałem mając przed oczyma te widoki postanowiłem pójść dalej, w kierunku nieczynnej już stacji RTV nad Śnieżnymi Kotłami, gdzie widoki wciąż imponowały. Po drodze spotkałem nawet dość dużo turystów, również tych na nartach biegowych!


W okolicach stacji RTV można podziwiać inne rejony gór, ponieważ jest to jeden z wyższych obszarów Karkonoszy. Ponadto widać w Kotłach nawisy śnieżne grożące lawinami. Jedna spadła kilka dni temu po stronie czeskiej w okolicach Pecu pod Śnieżką. Lawinisko było potężne, akcja ratunkowa wciąż trwa, a ja mogłem obserwować latający śmigłowiec nad głową.


Dalej poszedłem na Śmielec, gdzie urządziłem sobie żywieniową przerwę. Oj była ona potrzebna! Dalej z pełnym żołądkiem i nową energią pomaszerowałem dalej. Moja droga wiodła już odtąd tylko w dół, co nie znaczy że było łatwo! Wręcz przeciwnie! Koralową Ścieżką rozpocząłem zejście do Jagniątkowa - tu było najciężej, miejscami zapadałem się aż po pas w śniegu, ale dałem radę!
Ostatni element wycieczki też był ciekawy - oczekiwanie na autobus.W Jagniątkowie nie pojawia się on jednak zbyt często :) Po jakimś czasie szczęśliwy wróciłem do domu i wiedziałem już, że było warto się namęczyć, bowiem widok cały czas towarzyszącej mi inwersji był naprawdę wspaniały!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz