wtorek, 2 grudnia 2014

I po USG

Usg kolana zrobione. Polska służba zdrowia jest tak wspaniała ze prywatnie nie trzeba nawet czekać ;p A lekarz rodzinny nie ma uprawnień do skierowania na usg i wiem ze nie była to jego złośliwość
no cóż...
Wynik w sumie dobry. Potwierdziło się to czego można było się spodziewać. Nie ma uszkodzeń tkanki kostnej, ani więzadeł. Są lekkie zmiany dotyczące jakiejś mazi i płynu w kolanie, ale nie wiem o co chodzi - jestem na polibudzie a nie medycynie :)
rokowanie jest takie, że możliwe że każdy kolarz ma coś takiego. trzeba odpocząć i zjeść jakieś leki i powinno być dobrze :)
Kwestia tego teraz co dalej. Kolarstwo nawet na takim poziomie, na jakim jestem jest jednak dość kosztowne jeśli chodzi o sam sprzęt, czas - a tego na studiach zawsze brakuje, zdrowie - czy warto niszczyć siebie? z drugiej strony ile wspomnień i zabawy, ile ludzi... Trzeba nad tym pomyśleć :)
Tematyka postu dotyczy zdrowia i przyszłości, zatem wstawię zdjęcia z przeszłości i to dalekiej :)


niedziela, 9 listopada 2014

Spacerek po Wrocławiu - Rędzinie

Sport to zdrowie- uświadom to sobie :) I to nie tylko, a może przede wszystkim sport, rekreacja amatorsko. Odpoczywając po sezonie i lecząc kolana mam czas na inne zajęcia. A spacery zawsze bardzo lubiłem :)
Cały tydzień była ładna pogoda, lecz w dniu, kiedy postanowiłem wybrać się na wycieczkę musiało się wszystko zepsuć, wiatr w oczy :) w przenośni i dosłownie!
Wybrałem się na most Rędziński we Wrocławiu, znajdujący się na AOW. Może bardziej prawidłowo byłoby napisać, że wybrałem się "pod most" albo "obok mostu", ale szczególnie to pierwszej sformułowanie narzuca brzydkie skojarzenia ;)
Dość długo musiałem podróżować komunikacją miejską, a potem taplając się w błotku zrobiłem dość dużo zdjęć, w końcu fotografię bardzo lubię, w pewnym sensie też kojarzy się ona z kolarstwem. A blog z kolei nie musi być tak całkiem monotematyczny :)
Dotarłem , no niech będzie, POD most :) Z bliska wydaje się być trochę inny niż podczas jazdy samochodem, ale robi olbrzymie wrażenie, jest to na pewno jeden z największych cudów architektonicnzych nie tylko Wrocławia, czy Polski, ale nawet w skali światowej (największy powierzchniowo most podwieszany na świecie). 
Pozachwycałem się, zmęczyłem, fotki zrobiłem i wróciłem do domu :)
Mimo niekorzystnej pogody kilka migawek mi wyszło i je właśnie zamieszczam :)








środa, 22 października 2014

Podsumowanie sezonu 2014

Październik niebawem się skończy, jest to więc chyba najwyższy czas, aby napisać podsumowanie całego sezonu 2014 z mojej perspektywy :) Opisując rok 2014, ciężko jest jednak nie zahaczyć jeszcze o rok 2013.
A więc, nie zaczyna się zdania od a więc :)

Pod koniec 2013 byłem naprawdę zmęczony kolarstwem. Fatalna pogoda, błoto, defekty a przede wszystkim praca w wakacje jakoś mnie przygniotły. Mimo, że wyniki nie były najgorsze pojawiło się pytanie "co dalej?". Musiałem się tez przygotować do matury, a poza sportem i maturą miałem naprawdę kupę innych zajęć, na szczęście zakończonych sukcesami :) W przerwie świątecznej pojechałem raz na rower i stwierdziłem, że "nie! Z tym skończyć tak po prostu nie można!" Postanowiłem zadzwonić do mojego klubu z 2012 roku: BSA Pro tour celem wyrażenia chęci ponownego ścigania się w ich barwach. I udało się :) znalazłem klub na sezon :)
Z powodu jednak matury przygotowania nie były takie jak być powinny. Do pierwszych startów podszedłem nieprzygotowany. Mimo tego, że w tym roku miałem tylko zbierać doświadczenia (przejście z juniora do orlika) to świadomość braku formy jest niemiła.

I pierwsze starty to potwierdziły. Fajna atmosfera w klubie w Sobótce, ale wynik żaden :) Podobnie na Czasówce Sudeckiej i Kryterium w Podgórzynie, wystartowałem, czegoś się nauczyłem - i koniec.


Potem czas maturalny - zero aktywności, maksimum stresu. Rower odstawiony na bok (podobnie jak od końca sezonu 2013) ale 82% z matmy rozszerzonej chyba mi to wszystko wynagrodziło :)
Czas zatem wziąć się do roboty. Już zaczynam jeździć, a tu grypa żołądkowa. I wszystko od początku. Czerwiec przejeżdżony, z drobniutkimi sukcesami w lokalnych zawodach. na koniec miesiąca doświadczalny start w Mistrzostwach Polski w Sobótce. Źle nie było, 3,5 okrążenia w peletonie - przyjemność, a przy okazji wiele doświadczeń :)











No i wakacje, mało startów, dużo wolnego czasu, sukces w postaci dostania się na politechnikę. No to trzeba realizować marzenia! Trzeba więc zrobić trening "alpejski" :) czyli 145 km, ok 3500m przewyższeń, z wjazdem na wysokość 1400 mnpm! Udało się :) mimo nieidealnej pogody spędziłem 6 godzin w siodle i dałem radę :) widoki i radość? KOSMOS!





Po drodze jeden start MTB, bardzo udane Łysogórki MTB - 3 miejsce open i w kategorii, fajna zabawa i wiele fajnych fotek ;)














Kolejnym celem na 2014 był start w "płaskiej" czasówce. Udało mi się to zrealizować 10 sierpnia startując w Śniadaniu Mistrzów pod Wrocławiem. Dystans tylko 15,15 km, ale dla mnie to całkiem nowe doświadczenie i okazja do przetestowania lemondki :)  Wynik ok, liczyłem na średnią powyżej 40 i miejsce w "dychu". Zadowolić musiałem się średnią ok. 39,4 km/h, 16 miejscem open i wygraną w kategorii wiekowej. Nieźle, ale to nie było moje ostatnie słowo :) 




Dalej miałem obóz klubowy. Wieeeeele się nauczyłem! Rozmowy z prosami zawsze muszą przynieść coś dobrego :) Ponadto dzięki ciężkiemu treningowi miałem możliwość znacznej poprawy swojej dyspozycji przed Górskimi Mistrzostwami Polski. One były kolejnym startem - jednak tylko doświadczalnym :) pojechałem i tyle :) 3 rundy :) ale zabawa fajna !




Potem przykre doświadczenia osobiste. Pomimo tego postanowiłem wystartować w Mistrzostwach Polski MTB, które jednak okazały się mega nieudane, ale znowu - doświadczenie :)

Potem trafiła się jeszcze trasa 200 km :) to był cel, marzenie, zabawa. I udało się ;) o tej wyprawie można przeczytać 2 posty niżej ;)

Był jeszcze weekend na Paulinum i czasówka - nic ciekawego :) sezon 2014 się zakończył.
Nie było najgorzej - trafiło się kilka dobrych wyników. Nie wszystko co sobie założyłem zrealizowałem - jest więc co poprawiać i jest to moja motywacja na kolejny sezon :) Podobnie można przeanalizować to co się jednak udało, żeby w następnych latach to poprawić :)

Póki co jednak czas na odpoczynek, regenerację oraz adaptację we Wrocławiu - to tutaj przeniosłem się na studia ;)
Kwestią do rozwiązania pozostaje ból kolan. Póki co prześwietlenie nic nie wykazało, przede mną USG. Zobaczymy, nie chce nic wyrokować. 
To tyle ;) czekamy na śnieg, góry, biegówki, bieganie :)
Dzięki!





niedziela, 12 października 2014

Czasówka Gorzanowicka - koniec sezonu

Rok akademicki rozpoczęty, a tutaj jeszcze jedne zawody :) Tak dla ukończenia całego cyklu.
Czasówka Górska - Gorzanowicka - dla mnie nowość. Start jednak znajdował się w miejscu doskonale dla mnie znanym i lubianym - Pogwizdowie.
ok 4,3 km pod górkę, niezbyt ciężką, ale jednak. Końcówka sztywniejsza ;)
Ostatni start w sezonie, to trzeba było dać z siebie wszystko :) Mimo wciąż bolącego kolana po MP Obiszowie.. (powody bólu kilka postów niżej)
4 dni przed startem oddawałem krew, zachęcam wszystkich również do honorowego krwiodawstwa!
Nie wiedziałem jednak jak to może wpłynąć na moją wydolność.
Jechałem swoje, w sumie mam wrażenie ze mogłem wypaść lepiej. Ale forma już nie ta co wcześniej.
Przejechałem i 2 miejsce w kategorii Elita. Miejsca wyższego bym nie wywalczył - ale liczyłem na zdecydowanie lepszy czas.
Zająłem tez 2 miejsc w generalce, a nagroda jaką otrzymałem przerosła moje oczekiwania :) Dostałem ZAPALARKĘ DO GAZU! Tak, to nie żart :)
Sezon zakończony! Niedługo dodam podsumowanie całego roku.


200 km - czyli jeden z celów na sezon 2014 zrealizowany!

Plan na początku roku był taki - przejechać jakiś trening 200 km. I realizacji podjąłem się własnie w sobotę 27 września. trasa wcześniej ustalona, kierunek: Sobótka, pętla MP, Przełącz Tąpadła.
Rano mimo złej pogody wyjechałem wraz z moim kolega Ignacym. Na początku deszcz nam skutecznie przeszkadzał i sprawił ze zmokliśmy a rowery stały się brudne, jednak po 2h jazdy asfalt przesychał a słońce coraz odważniej wyglądało zza chmur.
po dłuższym czasie osiągnęliśmy Przełęcz :)

Radośc była :) Zjazd do Sobótki i ponownie na przełęcz, zgodnie z kierunkiem pętli. spotkaliśmy kolarza, który mimo lepszego roweru i dużo mniejszej liczby kilometrów w nogach nie był w stanie nas zerwać :)
W Świdnicy batonbreak! Jedziemy dalej, problem był taki,  że do Jeleniej tendecja była lekko pod górkę :) a do tego całe 100 km wiatr w twarz :)
Pogoda już była super, a my coraz bardziej zmęczeni. Ok . 17.30 po 8,5 h w siodle i spalonych 7 tysiącach kaloria szczęśliwie dotarliśmy do Jeleniej.
Ale radość? Nie do opisania! Do przejechania :)
razem ok 219 km - cel na 2014 ZREALIZOWANY :)

Trasa na stravie






Weekend 20-21 września

To był ciekawy weekend - nowe doświadczenia. 3 starty w 2 dni, z tego 2 jednego dnia ;)
Najpierw czasówka Kaczawska - kolejna z cyklu czasówek górskich, a przy tym moja ulubiona. Nie mogłem odpuścić! Mimo bólu kolana wystartowałem i pojechałem najlepiej jak mogłem i w sumie nie wyszło źle. minuta i 6 sekund lepiej niż przed rokiem. 3 miejsce w elicie. Na podium jednak nie stanąłem bo szybko jechałem do Jeleniej na kolejny start :) nagrodę odebrał za mnie kolega. I jeśli o ten start idzie to chyba tyle :)



Szybko do Jeleniej a tam dla mnie całkowita nowość: XCS czyli Short Track. Nie dość ze MTB to była tam sekcja techniczna - a ja nie umiem skakać dropów :) Wystartowałem jednak wiedząc, że stoję obok najlepszych zawodników świata, bo te zawody miały rangę UCI C1 :)
No i pojechałem, skoki opanowałem, a po 3 czy tam 4 kółku mnie zdjęli, bo czołówka już chciała mnie zjeść :) Ale "fan" był więc nie jest źle :) szczęśliwy wróciłem do domu. A byłem nawet 5 w U23 :)
WYNIKI
















Następnego dnia XCO na znanej mi trasie na Paulinum, tyle że w okrojonej wersji. Znów najlepsi na świecie! Ale na starcie zaczęło padać i to popsuło całą zabawę. W błocie jeździć nie potrafię. Celem ochrony zdrowia i sprzętu po 1,5 okrążenia wycofałem się. Ale poskakać i tak zdążyłem :) a potem z zaciekawieniem oglądałem resztę wyścigu.



Weekend można uznać i tak za udany :) wiele fajnych fotek no i nowe doświadczenia! No i ta nauka skakania... :)

sobota, 11 października 2014

Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB

Drugi ze startów MTB w tym sezonie, ale jakiej za to rangi! Mistrzostwa Polski!
Trochę inne podejście niż do szosy - wiadomo, inne realia ścigania. Byłem zmotywowany. Przygotowałem się jak mogłem, mimo wrześniowych problemów. Miłe towarzystwo podczas noclegu, i fajna atmosfera.

 Chciałem przetrwać i wreszcie ukończyć jakieś mistrzostwa Polski.
Do przejechania były 3 kółka po 35 km każde. Niby niewiele przewyższeń, jednak trasa mnie zaskoczyła! Krótkie "sztajfy" dały popalić łydkom :)
no i na pierwszym kółku jechałem spokojnie swoim tempem, zachowując siły na kolejne kilka godzin jazdy. Jechałem najpierw sam, potem w 2 osobowej grupce a potem znowu sam. Wjechałem na drugie kółko po drodze zabierając bidon od trenera.
No i na 2 okrążeniu zaczęły się problemy. Wszedłem na bardzo fajne tempo, aż tu nagle widok reanimacji kolarza - nic przyjemnego, a takie coś siada na psychikę..
Chwilę potem sztajfa: zaciągnęło łańcuch i trzeba było go wyrywać, 10 minut w plecy i wybicie z rytmu.
Udało się! Jadę dalej, znowu sztajfa i znów zrzucam na 1 z przodu. To samo. po 15 minutach nie dałem rady wyrwać łańcucha więc zjechałem biegnąc z rowerem, lub odpychając się hulajnogowo do strefy serwisu i bufetu. czyli już ponosząc potężne straty. Tam trener przerwał zbieranie grzybów i pomógł mi naprawić rower. Starty ok 45 minut. Po krótkiej rozmowie postanowiłem jednak powalczyć o ukończenie - w końcu to mistrzostwa Polski. Nie zrzucałem już dalej na 1. Jechałem swoje.


Dalej na zjazdach czułem, że bidon ledwo się trzyma. No i dobrze czułem, wypadł. zatrzymałem się i go podniosłem, kolejne sekundy.
Końcówka okrążenia i znów czułem, że tym razem luzuje się dętka przyczepiona taśmą izolacyjną do sztycy. Nie przeszkodziła mi ona jednak w niczym, bowiem w podobnym czasie zaliczyłem wywrotkę - nie wiem jakim cudem.
Jechałem ok 35 kmh, nagle coś zatrzymało przednie koło i zaliczyłem wywrotkę przez kierę. Nic się nie stało (na tamtą chwilę). Usiadłem zrezygnowany na trawie. następny kolarz spytał czy wszystko ok. Z myślą "Co za wyścig!" Pojechałem dalej.


chciałem powalczyć na 3 kólku, o wspomniane wcześniej ukończenie. A tu niespodzianka - sędzia powiedział ze trasa jest zamknięta. już. I mnie nie puścili. po 4,5h walki dojechałem do mety, ale nie całej trasy. Mimo to zostałem sklasyfikowany na 24 miejscu i 8 w orliku.


 Co prawda o wiele wyższe miejsce bym nie walczył nawet bez przygód, ale pozostał duży niedosyt. Dodatkowo osoby które się wycofały po 2 okrążeniu, a nie tak jak ja nie wjechały na 3 z powodu limitów, zostały uznane za DNF. czy to sprawiedliwe, no nie wiem, ale jest jak jest.
Było smutno, ale w sumie cieszyłem się ze ten wyścig jest już za mną.

WYNIKI


Górskie Szosowe Mistrzostwa Polski

Wyścig ten, właściwe tak jak prawie każdy miał być kolejną okazją do zdobywania doświadczenia. Wiadomo, nie ma co się oszukiwać, rywalizacja z elitą póki (mam nadzieję :) ) co jest niemożliwa. Ale czemu nie spróbować swoich sił?
Zatem GMP traktowałem jako trening, doświadczenie, zabawę, ale również jako możliwość porównania siebie na tle grup zawodowych  - ile mi jeszcze brakuje. Dużo ;)
poczyniłem jednak i tak znaczne postępy (wciąż niezadawalające).
Stanąłem na starcie, pogoda trochę niepewna, w górach padał już deszcz. Świadomość kilku naprawdę ciężkich rund przede mną. Ale też jaki "fan"! Obok mnie na starcie chociażby mistrz Polski 2014 - Bartłomiej Matysiak, czy broniący tytułu Górkiego MP Michał Podlaski. A ja wśród nich :)


 Sam dojazd po przesiecki tramwaj już był doświadczeniem, chociaż tyle się utrzymałem ;)
Potem 34 kmh na podjeździe, i koniec :D powalczyłem, zmokłem, pościgałem się z innymi i dałem radę przejechać całe 3 rundy  - w sumie i tak nieźle :)
Naprawdę nauczyłem się wiele i wiem że trzeba dalej pracować aby być jeszcze lepszym :)
Miła też była jazda pośród kibiców, szczególnie tych mi sprzyjających :)
Wyścig przejechałem w okolicach 4 miejsca ;)

WYNIKI



Początek blogowania

Witajcie!
Postanowiłem założyć tego bloga, aby dzielić się swoimi wrażeniami z kolarskiego życia. Nie tylko zawodami, ale także wycieczkami, czy też poznanymi miejscami i zdjęciami.
Robię to poniekąd dla siebie. Ale tez chce się podzielić doświadczeniami z innymi, a może nawet czasem zainspirować do wysiłku, lub pokazać gdzie warto się wybrać.
Blog nie jest stworzony co ważne aby się czymś przechwalać, szpanować, broń Boże! Znam takich i nie jest to mile widziane :)
To tyle tytułem wstępu, zapraszam do czytania :)