wtorek, 13 września 2016

O refleksie i prawie jazdy słów kilka

Ponownie piszę o polskich drogach. Znów skłoniła mnie do tego sytuacja, jaka spotkała mnie na drodze. Tym razem jednak, to ja jednak występowałem w roli głównej. Była jeszcze jedna aktorka i to też pierwszoplanowa. Mianowicie chodzi o sarnę. 

Wracałem do domu późnym wieczorem, droga była pusta. Z tego powodu w użyciu były światła długie, tzw. drogowe - duże udogodnienie, które przede wszystkim znacząco poprawia widoczność w nocy. Wydaje mi się, że to dzięki nim w porę zauważyłem zwierzę. Zdążyłem na tyle zwolnić (włączył się też ABS), że sarna minęła mój wóz o pół metra, może metr. Miałem szczęście, ale nie tylko, ale o tym zaraz. W drugiej części filmu widać również, jak innym razem  na drodze spotkałem konia. Wtedy jednak przez wieś jechałem wolniej, więc i bez problemu, bezpiecznie się zatrzymałem. 
Szczęście szczęściem, ale istotny był również refleks (pomijam sprawne światła i hamulce, które zresztą niedawno były zmienione, chodzi mi o sam czynnik ludzki). Wydaje mi się, że u mnie, jako u młodego, wysportowanego chłopaka jest on na bardzo dobrym poziomie. Wraz z wiekiem człowiek (nie tylko na drodze) ma coraz większe doświadczenie. Niestety również pewne jego cechy fizyczne zaczynają się zmieniać. Najbardziej cierpi szybkość, to często mówi się też o starszych bokserach, mają siłę, ale tracą szybkość. Wiadomo też, że prawo jazdy posiadają osoby od 18 rok życia, do osób o największym doświadczeniu życiowym. 

Zacząłem się zastanawiać, czy poza standardowym egzaminem i badaniami lekarskimi, kierowcy nie powinni mieć testów na, hmm jak to nazwać, reakcję? Po prostu wielu sytuacji można uniknąć, jeśli w porę się dostrzeże zagrożenie i odpowiednio zareaguje. Tak samo kierowcy F1 mają testy, polegające na tym, że w ciągu 5 sekund muszą się wypiąć z pasów i wyjść z kokpitu. Sam kiedyś przypadkowo odbyłem podobny test, gdy w samochodzie wybuchła mi gaśnica.

Być może, gdyby każdy kierowca oprócz normalnego prowadzenia, miał zdolność do błyskawicznej reakcji, na drogach mogłoby być bezpieczniej. Tu właśnie jest kwestia sporna, czy każdy, kto wie jak prowadzić samochód, jest zdolny kierować nim w ruchu drogowym. Wiek nie może być tutaj wyznacznikiem. Takie testy podniosą koszty, ale myślę, że poprawiłyby bezpieczeństwo na drogach. Gdyby nie refleks, prawdopodobnie zabiłbym sarnę, a sam miałbym przód samochodu do remontu.

Swoją drogą polecam wideo rejestrator, nie dość że potrafią zarejestrować ciekawe (lub niebezpieczne) sytuacje na drodze, to czasem również rozwiązać sporne sytuacje.Mój kosztował mnie ok. 250 zł, a jakość obrazu nawet w nocy jest bardzo dobra! Model kamerki jest w opisie filmu, ale również na priv udzielę kilku informacji gdzie i jaki zakupić.

sobota, 10 września 2016

Wrzesień, wakacje, sportowy tryb życia

Tytuł posta z pewnością będzie irytować tych, którym wakacje już się skończyły - czyli chodzącym do szkoły oraz mającym kampanię wrześniową. Tym, którzy mają jednak wolny czas, polecam z niego korzystać. W dowolny sposób.

Korzystając ze słońca zdecydowaliśmy się wyjechać z domu. Celem stała się okoliczna Żwirownia, w wakacje oblegana przez wielu mieszkańców. Teraz? Raptem kilka osób wokół całego zbiornika. Miejsce jest też niestety znane z tego, że co roku dochodzi do utonięć. Już bardzo blisko brzegu robi się bardzo głęboko. Ale na szczęście nie o tym.

Leżenie na brzegu należy do najprzyjemniejszych leniwych rzeczy. Można po prostu nic nie robić i grzać się w słońcu. Ale aby móc sobie pozwolić na takie obijanie, wcześniej trzeba sobie na to zapracować. Jedni w pracy, inni na uczelni, jeszcze inni na emeryturze (pozdrowienia dla pana, który przyjechał na rowerze, następnie przepłynął w poprzek zbiornika i wrócił, po czym ponownie wsiadł na rower i odjechał).

Moim zdaniem cały czas należy jednak pracować nad samym sobą. Jest to wręcz oczywiste, że nie można stać w miejscu. Nie chodzi tylko o rozwój osobisty, ale także sportowy. O zaletach sportu można pisać wiele: lepsze samopoczucie, wpływ na nasze układy, zdrowie, można także poznać nowe osoby. Takie myśli przyszły mi do głowy dzisiaj podczas pływania. Trochę popływałem, a w trakcie tej miłej czynności i siedzenia na brzegu (plażą to ja tego nie nazwę :D) rozmyślałem nad swoim sportowym życiem.

Jeżdżę na rowerze, jednak pomimo treningów masa ciała utrudnia mi bardzo powrót do osiągnięć z roku 2014. Na płaskim się rozpędzam, pod krótkie góry jakoś ciągnę, ale gdy zaczynają się góry, jakich w okolicy Jeleniej nie brakuje, zaczynają się problemy. Organizmu nie da się oszukać. Jednak tempo na równych odcinkach zachęciło mnie do zastanowienia się ponownie nad opcją brania udziału w zawodach triathlonowych. Kwestia dyscypliny i odpowiedniego przygotowania. Myślę, że stać mnie na to. Najgorzej wygląda u mnie pływanie, ale ciężką pracą można osiągnąć wiele. Czemu nie spróbować?
Na razie cele to:
  • lepsza wydolność (wytrzymałość)
  •  50 podciągnięć
  • 100 pompek (znowu)
Zobaczymy co uda się osiągnąć. Najważniejsze, to dobrze się bawić i być zadowolonym!


czwartek, 1 września 2016

Dlaczego Kościół jest spoko

     Czytając tytuł mojego posta, jestem przekonany, że wywoła mieszane uczucia, w porównaniu do relacji z wycieczek czy wyścigów, które są neutralne lub też wywołują uśmiech, że są w Polsce tak ładne tereny (warto doceniać swoje, poznać to co mamy, a nie chwalić cudze, zwłaszcza w czasach, gdy wyjazd za granicę grozi śmiercią).

     Skąd pomysł na takiego posta? Jestem człowiekiem otwartym, wiele rozmawiam na różnorakie tematy. Ponadto czytam prasę, internet, oglądam telewizję. Od wielu osób, czy też z wielu źródeł da się wyczuć negatywne nastawienie do Kościoła w Polsce (co kraj to obyczaj). Zastanowić się należy z czego to wynika, ale o tym później. Ja osobiście natomiast jestem przeciwnego zdania: Kościół jest spoko! Kościół da się lubić, a co najważniejsze, Kościół nie jest złem! W naszym kraju jest on wręcz koniecznością z wielu powodów. Utwierdziłem się w tej opinii po udziale w Światowych Dniach Młodzieży, które to najprawdopodobniej będę wspominać do końca życia (chociaż w sumie w kolejnych też planuję udział :) ).

     Zacznijmy od gorszej strony, aby nawet w moim poście był jakiś tam happy end. Dlaczego wizerunek Kościoła jest taki słaby? Przede wszystkich w Polsce istnieje wiele stronnictw, które chcą zbudować image Kościoła, jako sekty ciągnącej tylko pieniądze ze skarbu państwa, za które to księża żyją w luksusach i piorą ludziom mózgi. To prawda, zwykle księża żyją w dobrych warunkach, natomiast byłbym daleki od uogólniania. Posłużę się słowami papieża Franciszka, który powiedział, że "Jeśli ktoś wyciąga cennik to nie jest to duszpasterstwo." Bogu natomiast służy wielu, ale to wielu księży którzy rozumieją czym ono jest i są faktycznie sługami, a nie księgowymi. A czemu Kościół Katolicki dostaje pieniądze z budżetu? Fundusz kościelny jest po prostu odszkodowaniem wypłacanym w pewnym sensie w ratach za to, co odebrała im władza PRL. Jeszcze dalej mi do stwierdzenia o praniu mózgu, niektórzy po prostu dość dosadnie przekazują naukę kościoła.

     Co jest jeszcze powodem budowania negatywnego wizerunku? Przedstawiciele Kościoła Katolickiego w Polsce często wypowiadają się na tematy będące aktualnie poruszane na forum publicznym, w tym również poruszają sprawy, które mają zostać regulowane ustawami. Praktycznie w każdym przypadku bronią oni tradycyjnych wartości, będąc w kontrze do "nowocześnie" nastawionych zwykle lewackich przedstawicieli. Wielu osobom się to nie podoba, ale to właśnie w tych wartościach tkwi siła Kościoła! Nie pranie mózgu, a obrona tradycyjnych wartości! W trudnych chwila w historii Polski to religia była fundamentem narodu, była tym co łączyło i tym co dawało siłę. Musimy zrozumieć, że z tych wartości się wywodzimy, musimy ich bronić, bo to jest nasz największy dorobek! Coś, czym wyróżniamy się wśród narodów! Czemu nie miałoby tak pozostać? Zrozummy, że kościół, a przez Kościół i sam Bóg nie chcą dla nas źle. Oni chcą naszego dobra, co powinniśmy docenić.  Nie możemy dać się omamić, że ta cała nowoczesność jest dobra. Z biegiem czasu doprowadzi ona do eksterminacji społeczeństwa, a jak widzimy chrześcijaństwo trwa już ponad dwa tysiące lat!

     Myślę, że jednak nie przekonałem do tej pory do tego, że Kościół jest jednak spoko. Tak jak pisałem, byłem na ŚDM. Nie planowałem tego wyjazdu, ale teraz jestem w stanie powiedzieć, że była to jedna z najlepszych decyzji mojego życia. Mogłem poczuć atmosferę radości, modlitwy, życzliwości i miłosierdzia Bożego. Właśnie widok tych wszystkich młodych ludzi (wg. szacunków ok 2.5 mln ludzi w campusie Misericordia), którzy cieszyli się, modlili, sprawił, że nie mogłem pozostać obojętny. Widząc to w telewizji, postanowiłem tam być. Wsiadłem do pociągu, a rano zobaczyłem papieża z odległości ok. 10 m, a potem z przygodami dotarłem na wspomniany campus. Tyle młodych ludzi wierzy w Boga, wierzy, że to Jezus jest ich przewodnikiem. Kościół daje nam możliwość łączności z najpotężniejszym, wszechmogącym Bogiem. Daje możliwość samorozwoju, spotkania innych ludzi, nawiązania przyjaźni i wspólnego wyznawania wartości, które w ostateczności dadzą nam zbawienie. Dlatego też na pytanie, dlaczego Kościół jest spoko, odpowiadam: ponieważ daje szczęście. Powiecie, że obecność w kole naukowym też takowe da, też poznamy tam ludzi, którzy mają podobne zainteresowania i chcą osiągnąć wspólny cel (np. jakaś konstrukcja). Tak. Ale co innego, gdy każdy chce jak najwięcej wyciągnąć dla siebie, a co innego gdy w grę wchodzą wartości i fundamenty życia. Wiara może stać się dla nas sensem życia, które da szczęście na wieki, a nie tylko to doraźne.

     Przydałoby się też trochę statystyk ile działa duszpasterstw akademickich chociażby we Wrocławiu, ile jest ministrantów. Niestety takich nie mam. Wiem jednak na pewno, że ci ludzie nie wstydzą się Jezusa, nie jest wstydem dla nich być katolikiem. Moim zdaniem jest to duma. Są to tłumy młodzieży, którzy zapewne w niedalekiej przyszłości będą stanowić o porządku tego świata!
Teraz moi czytelnicy zapewne się oburzycie, dlaczego właśnie oni? Pewnie nie tylko oni, jednak co potrafią więcej "wierzący"? Chodzi tutaj o wygodę. Życie z dala od Boga, niezgodnie z nauką Kościoła jest wygodne. Podobnie jak zawodowy sportowiec, aby osiągnąć sukces musi się liczyć z wieloma wyrzeczeniami, tak samo jest i w religii - konieczne jest wiele wyrzeczeń, aby być szczęśliwym i osiągnąć zbawienie. Jeśli ktoś ma na tyle siły, aby temu sprostać, może osiągnąć wielkie rzeczy. Tutaj słuszne wydaje się przytoczenie słów Papieża z krakowskich ŚDM, abyśmy "nie byli młodymi kanapowymi, którzy mylą szczęście z wygodą, z wygodną kanapą" (nie dosłownie, ale chcę przekazać sens).

     Przyjaciele, bracie! Nie bójcie się wiary, to nie jest sekta! Nie należy się tego wstydzić! Wystarczy popatrzeć na uśmiechnięte twarze uczestników ŚDM (mnóstwo filmów na yt, polecam). Znajdźmy dla siebie miejsce w rodzinie, wielkiej rodzinie Kościoła, w której odnajdziemy właściwą drogą w życiu i szczęście. Czasami wystarczy spotkać jedną osobę, blisko związaną z Kościołem, która rozmowami z nami odmieni nasze podejście, a w konsekwencji życie. Tak, jak w każdej innej dziedzinie życia. Na ŚDM można ich było spotkać naprawdę wiele.
Wasz bloger na ŚDM
Zmęczony, ale szczęśliwy

Campus Misericordia


poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Bikerajd Lisich Skałek, czyli przewaga wsi nad "profesjonalizmem"

Tak jak pisałem wróciłem do kolarstwa. Kwestią czasu był powrót na trasy wyścigów. Na razie nie porywam się na imprezy nie wiadomo jakiej rangi, wybieram to co blisko i to co oferuje fajne traski.
Przed startem pełny sił :)
W niedzielę 28 sierpnia miałem okazję wziąć udział w Bikerajdzie Lisich Skałek w Dębrzniku. Wyścig organizowany był przez sołectwo Dębrznik i gminę Kamienna Góra. Wpisowe? Jedynie 30 złotych! A co w zamian? Koszulka, pamiątkowy medal, kiełbasa, grochówa, ciasto, losowanie nagród i co najważniejsze super rodzinna-wiejska atmosfera, fajna zabawa, a przy tym naprawdę ciekawa trasa wyścigu! I tutaj jest czas na nawiązanie do tytułu. Nie potrzeba imprezy na 2 tysiące osób, nie potrzeba "zawodowców" i super wysokiego poziomu, aby się dobrze bawić. Ba! Śmiem twierdzić, że dużo lepiej było tutaj, ponieważ płaci się dużo mniej, a czerpie się więcej. Myślę, że wynika to z tego, że takie imprezy nie są nastawione na zysk, a własnie na atmosferę. Kończąc wstęp ogólny, mam nadzieję, że za rok znowu przyjadę, a na takie większe imprezy się nie wybieram (szanujmy się :) ).
Wyjazd z boiska
Mój występ? Drugi start w 2016 i tak samo drugi po powrocie. Sądzę, że udany. W środę objechałem trasę, dlatego też byłem przygotowany dość dobrze na wyścig. Start z boiska i po wyjeździe z niego byłem na 2 pozycji, tak też dojechałem do końca asfaltu. Tam zdecydowałem się na przyspieszenie, ponieważ koniecznie chciałem jechać jako pierwszy. Niestety to był błąd  nogi nie dają rady z tym, co chce głowa i tak spłynąłem w okolice 6 pozycji. Potem jechałem we 2 z kolarzem ze sportfuel, raz on z przodu, raz ja. Staraliśmy się trzymać tempo i trzymać pozycje. Potem na ostatnim podjeździe dojechała nas dwójka z klubu SOWIE, jednak nie wytrzymali naszego tempa. Konkretniej - ja wiedziałem, że to ostatnia ścianka i uciekłem tej trójce. Chodziło mi o to, aby na zjazd wjechać z przewagą. Po takim rozbracie z rowerem, z górki wciąż tracę, a chciałem wygrać z rywalami. Mimo, że kiedyś byłem dobry w finiszach MTB z małych grupek, to nie wiem jakby to wyglądało teraz. I tak dojechaliśmy do mety: ja, kilka sekund dalej sportfuel, znów kilka sekund i dwójka z Sowich. 
Ostatni zjazd
Cieszę się, że cały wyścig jechałem równym tempem, a nawet potrafiłem przyspieszyć. Ci z przodu trochę odjechali, ci za naszą czwórką również byli kilka minut za nami. Ostatecznie ukończyłem wyścig na 5 pozycji OPEN i 1 w kategorii 20+. Bez kraksy, bez defektu, z dużą frajdą i paroma fajnymi fotkami :) Może gdybym pojechał spokojniej start, byłoby lepiej. Nie wiem - mądrość na przyszłość jest :). Poniżej link do wyników oraz moich tras na stravie.
Co dalej? Zobaczymy, w najbliższym czasie znowu wyrywają mi zęby 8. Jakiś wyścig zapewne jeszcze pojadę.


Finisz
1 miejsce w kategorii 20+
 WYNIKI

sobota, 27 sierpnia 2016

Powrót, aber warum?

Postanowiłem znowu pisać bloga. Dlaczego?
W ostatnim czasie wiele w moim życiu się pozmieniało, a kolejne zmiany są tuż przede mną. Wróciłem do kolarstwa - temat na oddzielnego posta. Będę mógł ponownie pisać o ciekawszych trasach, czy moich wyścigach. Tak samo jak wcześniej będę mógł prezentować swoje wycieczki piesze, plany, przygody. Mam nadzieję, że chociaż kilka osób to zainteresuje.
Jednak teraz blog nie będzie tylko sportowo-turystyczny. Jako, że od kilku miesięcy piastuje funkcję Przewodniczącego Forum Młodych PiS w Jeleniej Górze, będę mógł wypowiadać się także na tematy społeczne, polityczne, czy po prostu związane z ludźmi lub wydarzeniami. Uważam, że w ten sposób jestem w stanie dotrzeć do pewnego grona odbiorców, które może się ze mną zgadzać, albo oczywiście polemizować. Zwłaszcza ciekawe będzie dla mnie, komentować wydarzenia w Polsce zza granicy.
Dlaczego zza granicy zapytacie? Ano dlatego, że najbliższy semestr spędzę w Austrii, w Graz na tamtejszej uczelni technicznej, w ramach programu Erasmus. Stąd również dwujęzyczny tytuł posta. Mam nadzieję na ciekawe doświadczenia i zdobycie nowej wiedzy. Planuję również robić jakieś relacje z tamtego świata, który w porównaniu do naszej nawet jakże pięknej Rzeczpospolitej, śmiało możemy nazwać jednak innym światem. Oby wszystko się udało.
Blog w międzyczasie będzie trochę zmieniać swój wygląd, a ja liczę, że wszystko mi się uda :)
Trzymajcie kciuki, a ja wrzucam moje aktualne zdjęcie :D
W Krakowie, z piwkiem na propsie

piątek, 3 kwietnia 2015

Falstart wiosny

Dość dawno nie pisałem i jak się okazało, to o czym teraz napiszę, będzie już poniekąd nieaktualne. A to wszystko za sprawą polskiej pogody. Chcę opowiedzieć o wycieczce w Karkonosze oraz na Sky Towera, tyle, że jeszcze przed zmianą czasu. A tuż po niej (zbieg okoliczności) pogoda się zepsuła :) A dokładnie wróciła zima wraz z wiatrem na poziomie tego w "kieleckim". No ale cóż, kwiecień plecień poprzeplata, trochę zimy, na razie bez lata :) Gdyby nie obowiązki to zapewne obecnie szykowałbym już narty do weekendowego wypadu do Jakuszyc. No ale niestety, Politechnika :) Akurat dzisiaj zakonserwowałem narty na lato.

W pierwszy dzień wiosny, jak to teraz ironicznie brzmi, byłem na wycieczce w Karkonoszach. Plan prosty: na przełęcz Okraj, a z niej na Śnieżkę i z powrotem. Piękna pogoda i nawet w górach nie było zimno. Momentami ciężko się szło po bardzo ubitym, śliskim śniegu, jednak było warto. Koło schroniska Jelenka koniecznie było zejście z planowanego szlaku, na wolniejszy boczny, ponieważ nie wiadomo z jakiego powodu "pepiczki" postawili znak o zagrożeniu lawinowym.

Droga wiodła trawersem po zboczu. Było ciężko, bo trasa była pochylona i trzeba było uważać, aby nie spaść w dół. Wkrótce doszliśmy do szlaku głównego, jednak z powodu zbyt późnej pory i widocznych nieładnych chmur zaczęliśmy wracać na Okraj. I to tym szlakiem, który Czesi zaznaczyli jako zagrożony lawinami. Naprawdę nie wiem gdzie oni to zagrożenie wdzieli. Trasa szła przyjemnie grzbietem, a po bokach można było podziwiać ładne widoki. Własnie z takich wycieczek można wiele nauczyć się na przyszłość. I to nie tylko odnośnie sposobu chodzeniu po śniegu, ale i o samym planowaniu wycieczki. To znaczy dokładnie zajrzeć na mapę przed wycieczką, aby nie mieć takich niespodzianek i zepsutych planów.



Na końcu mogliśmy zobaczyć ładne kwiatki wydostające się już spod śniegu, świadczące o przychodzącej wiośnie, która jednak teraz się gdzieś schowała. Wycieczka mimo nieosiągnięcia celu zdecydowanie udana. Ostatecznie daleko nie byliśmy :)

Trasa na stravie ;)




Jeszcze przed zmianą czasu chciałem zrobić zdjęcie nocne z punktu widokowego w Sky Towerze. Potem prawdopodobnie nie miałbym już takiej okazji aż do mniej więcej września. Wyprawa nieszczególna, ale zdjęcie przyzwoite :) jeszcze nie takie jakbym chciał, ale jest ok!

A tak to pracujemy dalej nad sobą :) Udało się zrobić 90 pompek, czyli do 100 trochę zabrakło. Trudno, jedziemy dalej, czekają nowe wyzwania. W najbliższym czasie chce wsiąść na rower i zrobić jakąś trasę. Póki co nie ma konieczności, to w takiej pogodzie to odpuszczam. Dodatkowo zacząłem ćwiczenia na ergowiosłach i mogę śmiało polecić je każdemu!

Aaaa no i na koniec, dzięki za 1500 wejść! :)

czwartek, 12 marca 2015

Mosty, góry, czyli weekend na wycieczkowo

Trzeba korzystać z czasu wolnego. Inaczej można popaść w kółko tych samych zajęć, krócej: zwariować. A to nie jest wskazane ;)
Aby wykorzystać to, co daje mi Wrocław oraz spełnić dwa swoje hobby w jednym, w piątek wybrałem się pod Most Rędziński rowerem. Dodatkową atrakcją była pora wyprawy, bowiem chciałem wykonać nocne zdjęcia, zatem powrót przez las odbywał się w całkowitych ciemnościach :)

Dojazd przez cały Wrocław do najprzyjemniejszych nie należy, ale ostatecznie sieć ścieżek jest na tyle poprawna, że dość płynnie można aglomerację przemierzać. Gorzej z autobusami, tramwajami, ale to nie temat na bloga! :) A przynajmniej nie na tego!
Tempo raczej normalne, bo to ma być wycieczka, a nie nawet trening. Po znalezieniu odpowiedniej miejscówki, trzeba było rozstawić sprzęt fotograficzny i czekać tylko na odpowiedni moment, czyli ciemność! Ona wkrótce nadeszła, po całej serii zdjęć, można było wracać, po drodze jednak zahaczając o Most Milenijny. Tam ponownie kilka fotek i powrót na kolację.
Cała trasa wyniosła ok 37 km. Tutaj Trasa na Stravie

O ewenementach Mostu Rędzińskiego, można wypowiadać się długo. Najlepiej jednak jak każdy sam postanowi to sprawdzić i zorientować się co to za "jeden". Humaniści chyba nie mają arcydzieła tego typu :D


















Panorama z Małej Ostrej
W sobotę czysta rozrywka, a w niedzielę po południowy wypad w góry! Trochę spontaniczny, ale trasa dość soczysta. W górnych częściach szczytów leży jeszcze sporo śniegu, można było poczuć jeszcze zimę, mimo marca i niewielkiej dość wysokości, ok. 800 średnio, maksymalnie 935 mnpm.
Tempo marszu było dość mocne, ostatecznie ok 15-16 km pokonaliśmy w 2h 45 minut czystego marszu, co wydaje się być niezłym osiągnięciem. Taki niedzielny spacer daje trochę energii na cały tydzień. Ponadto jak zawsze kilka zdjęć. Okolice Skalnika są naprawdę ciekawym miejscem, godnym zobaczenia przez każdego! Dojście od strony Wojkowa nie jest AŻ takie męczące, jak mogłoby się z pozoru wydawać :) I oczywiście wstawiam też Trasę spaceru na Stravie


Podobnie jak w przypadku Mostu, warto napomknąć o walorach Rudaw Janowickich. Są one często niedoceniane, pozostając w cieniu niedalekich Karkonoszy. Jednak po przybyciu, można na prawdę się zdziwić! W końcu Góry Sokole służą jako centrum treningowe dla wielu wspinaczy, czasem nawet himalaistów! A i same Rudawy są dla kolarzy jednak przyjaźniejsze niż Karkonosze.




Aby nie wypaść z formy, dojeżdżam już prawie codziennie na uczelnię rowerem. Jest to duże udogodnienie mając na uwadze sprawność MPK we Wrocławiu, o czym już wspominałem. Ponadto spore zyski czasowe, przyjemność z jazdy i przede wszystkim jakaś tam poprawa kondycji :) Aby miało to też właśnie fizyczny sens, stawiam sobie jakieś mini wyzwania na dojazd, są segmenty na ulicach, można coś popróbować. Szczególnie mając na uwadze wielkość, masę a także geometrię i wiek mojego roweru na dojazdy :) Trasy pokonywane na Politechnikę można również znaleźć na mojej Stravie.
Dodatkowo deklaruję podjęcie w przyszłym tygodniu wyzwania 100 pompek na raz! :) A za jakiś czas może uda się przepłynąć 25 metrowy basen cały pod wodą :) ? Poćwiczę i w tym kierunku, a jak mi się uda moje cele zrealizować, zobaczymy za jakiś czas ;) !