niedziela, 9 października 2016

Jaka jest Austria?

Ponad tydzień przebywam już w Austrii. W ramach programu Erasmus, odbywam obecny semest na uczelni zagranicznej - FH Joannem w Graz, kierunek Automotive. Wiele osób Austrię kojarzy z Wiedniem, Alpami, bogactwem. Czy tak jest w rzeczywistości? Tym postem postaram się odpowiedzieć na to pytanie opowiadając, jak wygląda życie na ulicach miasta.

Silnik na korytarzu
Zacznę od uczelni. To nie jest typowy uniwersytet, tylko szkoła wyższa. W Graz jest też Technische Universität Graz. Wybrana przeze mnie szkoła to Fach Hohschule lub po angielsku University of Applied Science - uniwersytet nauki stosowanej. Po samej nazwie można domyślać się różnic. Nauczanie skupia się na praktycznych aspektach techniki. Na pewno stosunek ilościowy wykładów do laboratoriów jest lepszy, niż na Politechnice Wrocławskiej. To cieszy. Zwłaszcza nie mogę się doczekać zajęć, podczas których moim zadaniem będzie rozebranie, a następnie złożenie całego silnika oraz skrzyni biegów. :)

Demonstracja
Na ulicach mogę zobaczyć wielokulturowość, tzn. widzę zdecydowanie więcej niż we Wrocławiu osób ciemnoskórych, czy też w burkach - w skrócie obcokrajowców. Związane jest to z tym, że Austria przyjęła wielu uchodźców, których droga do Niemiec prowadzi z Węgier przez Austrię. Nie potrafię natomiast opowiedzieć o asymilacji obcokrajowców - za krótko tu jestem. Podczas pierwszego spaceru po Graz natrafiłem na demonstrację Turków przeciwko ich dyktatorowi Erdoganowi.

Często piszę o polskich drogach, dlatego nie sposób pominąć tematu tych austriackich. Tutejsze autostrady to bajka, sama podróż samochodem przez Austrię sprawiła mi ogromną radość, mogłem podziwiać wiele widoków - piękne góry. Kierowcy przestrzegają przepisów, w centrum Graz dozwolone jest 30 km/h. Co kawałek są jakieś światła, także jazda autem w centrum nie należy do najwygodniejszych środków transportu. Z kolei w autobusach/tramwajach jest podobnie jak we Wrocławiu. Ceny są natomiast wyższe oraz np. studenci nie mają z góry przyznanych zniżek. Na ulicach jest dużo aut elektrycznych, są stacje gdzie można taki wóz podładować. Na pewno też średnia wieku samochodu jest niższa niż w naszym kraju. [film nagrywał pasażer]

Andrzej, to ty?
Językiem urzędowym jest niemiecki, czy też jak niektórzy wolą mówić - austriacki. Różnice w porównaniu do Niemiec są słyszalne. Większość osób wita się zwrotem "Szczęść Boże". Jest to podobnie jak Polska Katolicki kraj. Mniej konserwatywny. Niebawem odbędą się powtórzone wybory prezydenckie (4.12) i wtedy okaże się, czy wygra kandydat z eurosceptycznej partii, podobny zresztą do Andrzeja Dudy ;).

No i przejdę teraz do tego co mnie najbardziej zastanawiało przed wyjazdem - ceny. Austria jest w strefie Euro od początku tej waluty, a więc roku 2002. W przeliczeniu na złotówki ceny są oczywiście wyższe, o ok. 30-50%. Natomiast co do wartości są one niższe. Biorąc pod uwagę, ze najniższe zarobki są takie same jak w Polsce, oczywiście co do wartości. Można więc powiedzieć, że życie jest dla nich tańsze. Są sklepy z kapitałem austriackim, ale ilość sklepów niemieckich jest spora... W niedzielę sklepy są pozamykane. Są też polskie epizody - w jednej galerii jest CCC, wypada się cieszyć! Mam okazję spróbować austriackich produktów, których nazwy znałem tylko np. ze skoków narciarskich - chociażby pyszne wafle Manner (polecam, A. Jawor!).

Jeszcze mała garść ciekawostek. W sklepach jako tako nie ma papierosów - są w automatach. Przy parkingach dla rowerów znajdują się za to automaty z dętkami, bardzo fajna sprawa. W akademiku z kolei mamy automat z piwami, w Partyraum. Legitymacja studencka nie ma hologramów/pieczątek, tylko jej ważność podbija się w (znowu) automacie. Po skończonym wykładzie wszyscy stukają w stół w ramach, hmm, podziękowań. Podobnie, gdy mamy pytanie stukamy w stół, aby zwrócić uwagę na siebie. W sali wykładowej jest miejsce gdzie można zrobić sobie kawę/herbatę. Poza tym wiele osób pije kranówę, jest w dobrym stanie.

Na pewno o życiu w Austrii da się opowiadać dużo więcej, tylko kto by to wtedy czytał :). Na pewno miasta są bardziej zadbane, a ludzie bardziej życzliwi. Graz położone jest w niskich, ale górach. Podobnie jak większość kraju. Pod wieloma względami cieszę się, że tu jestem!
Ratusz
Opera
Wieża zegarowa na Schlossbergu



wtorek, 4 października 2016

Znów o aborcji, pod innym kątem

Pod wczorajszym postem pojawiło się wiele komentarzy, ataków, wątpliwości. Postanowiłem rozwiać trochę Waszych wątpliwości. W końcu piszę dla Was, do Was :) Jednak nie zmieniam zdania co do tego, że aborcja to morderstwo! Oraz nigdy nie pozwolę na aborcję mojej kobiecie. Do dzieła.

Najpierw jednak zachęcam każdego, do przeczytania pierwszych dwóch stron USTAWY. Protestujący chyba jej nie czytali, kupili to co mówią w pewnej stacji tv. Jeszcze raz przypomnę, że ustawa jest autorstwa stowarzyszenia "STOP aborcji", a nie PiS-u. Były 2 ustawy, jedna liberalizująca i ona została odrzucona przez sejm. Druga to właśnie ta, która poszła do komisji i na razie sobie grzecznie leży w komisji. A media już zrobiły burze.
Źródło obrazka

Zacznę od często poruszanego tematu, tzn. aborcji po gwałcie. Otóż ze sprawozdania Resortu Zdrowia wynika, ze rocznie raptem kilka (w 2014 tylko 2) przypadków dotyczy czynu zabronionego, Zdecydowana większość przerwania ciąży, to aborcja eugeniczna. Nie mogłem znaleźć tego sprawozdania, jednak pisze to wiele portali, niekoniecznych pisowskich ;) Mówimy tylko o zarejestrowanej aborcji, nie tej "podziemnej". (źródło)

Nie znalazłem odpowiedzi na to od kiedy biolodzy, antropolodzy mówią o płodzie, a nie dziecku. Zgadza się, że nauka kościoła o dziecku mówi od momentu poczęcia. Pozwala już jednak na pochówek dziecka urodzonego jako martwe, jeśli rodzice mieli zamiar je ochrzcić. Zezwalają również na mszę świętą. Dokument kościelny o tym mówiący, cz I punkt 4. Oraz Informacja, że episkopat wyraża na to zgodę. Źródło kościelne, więc raczej dość pewne w tej kwestii.

Nie wiadomo też od kiedy płód (dziecko) zaczyna czuć ból. Pewne jest, że w 4 tygodniu ciąży wstępnie wykształcają się narządy (bardzo wstępnie), w 5 zaczyna płynąć krew. Poradnik zdrowie, można zaufać. Tutaj również Film o rozwoju płodu, interpretujmy wedle uznania. Różnie badania mówią o skutkach psychicznych aborcji, TU przykład jednych, które mówią, ze skutki nie są takie złe. Zależy od źródła, kto robił badania.

Fajnie, że przy okazji protestów, w jakimś stopniu wzrasta poczucie męskiej odpowiedzialności za dziecko. Szkoda, ze osoby biorące w niej udział nie czytały ustawy. Ludzie być może też dowiedzą się trochę więcej w tym temacie, ja również.

Wielu chciałoby pozostawienia obecnej ustawy, niektórzy nawet z PiS-u. Trybunał Konstytucyjny, uchodzący ponoć za ostateczną wyrocznię, orzekł w roku 1996, że nie można zezwolić na aborcję w przypadku "złej sytuacji majątkowej kobiety, ponieważ to oznacza niesprawiedliwość". Ogólnie nie zabronił całkowicie aborcji, ale też nie pozwolił na pełną liberalizację. I słusznie. Szukając wielu źródeł natrafiłem na taki oto artykuł. Sorry, jak bardzo by nie chciał w tej i podobnej sytuacji nie chciałbym nawet słyszeć o aborcji. Ustawa absolutnie powinna być rozszerzona, tzn. aborcja nie powinna być dopuszczalna w sytuacji, gdy u dziecka podejrzewa się zespół Downa lub inną chorobę, z którą, często widać, że da się w miarę normalnie żyć. Gwałty jak widać po statystykach stanowią minimalny odsetek powodów aborcji, więc pomińmy ten temat. Są okienka życia.

Ustawa pozwala w pełnym zakresie ratować życie matki, nie odbiera się jej absolutnie prawa do życia. Podobnie zobowiązuje samorządy do opieki nad dziećmi, które urodzą się z wadami. Nie martwmy się więc ewentualnie tym, że dzieci te zostaną bez opieki. Co do wad, pozostawiłbym możliwość decydowania gronu lekarskiemu. Chodzi o to, co będzie z dzieckiem po urodzeniu. W bardzo wyjątkowych przypadkach trzeba zezwolić na aborcję. Natomiast nigdy nie zgodzę się z tym, żeby była ona na życzenie. W żadnym razie nie może być traktowana jako środek antykoncepcyjny! Doprowadzi to naprawdę do kiepskich skutków.

Abstrahując od tego, kto ma jakie zdanie, proszę o jedno - czytajmy dokładnie o czym mowa i nie dajmy się zmanipulować. Ja natomiast nie pozwolę nigdy na aborcję mojej kobiety. Ustawa pewnie nie przejdzie, bo PiS też nie do końca był nią zainteresowany. Pamiętajmy jednak, że podpisało się pod nią 400 tys. osób.
Mam nadzieję, że ten wpis bardziej Wam się spodoba. Jako ciekawostka pozostawiam Uzasadnienie ustawy, napisane przez stowarzyszenie.

poniedziałek, 3 października 2016

Morderstwo? Zabijanie? Podziękuję!

Miał być post o Austrii, będzie jednak o aborcji,  czarnych protestach i dalszych podziałach społeczeństwa. To, że aborcja jest zabójstwem, nie podlega dyskusji. Natomiast hipokryzja lewej strony sceny politycznej sięga zenitu. Ponadto media nieprzychylne rządowi dobrej zmiany propagują nieprawdziwe informacje. Ludzie łykają to nie przeczytawszy ustawy, nie wiedzą co w niej jest, ale przeciw niej protestują.
Znalezione w internecie, źródło nieznane

Zacznę od samego początku, to nie jest projekt PiS! Tylko stowarzyszenia "Stop aborcji". Zebrano
zdaje się 400 tys. podpisów, trafił do sejmu. Zaskoczeni :)?
Swoją drogą wreszcie w Polsce funkcjonuje demokracja! Manifestacje są, policja ich nie tłumi, a pomaga, ochrania, pilnuje. Bez prowokacji. Wreszcie! Brawo! #DobraZmiana. Niestety Ci co jej nie chcą, w ogromnej części oderwani od koryta dążą do dzielenia społeczeństwa, często zmieniając na potrzeby sytuacji poglądy, aby być przeciwko temu "małemu karakanowi". On akurat nie do końca popiera tą ustawę.

Przejdźmy do omawianego przeze mnie projektu. Pierwsza strona ustawy i mamy punkt: "§ 4. Nie popełnia przestępstwa określonego w § 1 i § 2, lekarz, jeżeli śmierć dziecka poczętego jest następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego.". A więc można bronić życia kobiety! Brak możliwości byłby z pewnością złamaniem konstytucji. Kolejny punkt i "§ 5. Jeżeli sprawcą czynu określonego w § 1 jest matka dziecka poczętego, sąd może zastosować wobec niej nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia.". Punkt uwzględniający sytuację matki, dający możliwość interpretacji i odstąpienia od kary.

Nauka jasno mówi, że od momentu zapłodnienia mówimy o dziecku, nie płodzie, tkance czy zlepku komórek. Popatrzmy na zdjęcia istot z aborcji... Nie będę ich tu wstawiał są zbyt brutalne - dla lewicy to komórki, ale jednak oburzają się na widok tych zdjęć :).

Feministki, sprzeciwiające się dyktaturze kobiet (:D), mówią, że mężczyźni nie mają nic do gadania. Nie przeszkadza im jednak ich obecność na ich marszach. Ponadto bez mężczyzny nie ma możliwość powstania dziecka. Skoro to ciało kobiet i ich sprawa, to pójdźmy dalej, czemu mężczyźni mają płacić alimenty? (alimenciarzy absolutnie nie bronię!). Hipokryzja i jeszcze raz hipokryzja!

Do naszych najbardziej podstawowych obowiązków należy ochrona życia i ochrona tych, którzy sami nie są w stanie się obronić. Dziecko w brzuchu kobiety, jest zdane tylko i wyłącznie na matkę. Tym bardziej nie można go karać, krzywdzić. Stosować karę śmierci na nim za gwałt, mimo że to nie ono jest winne. Karać za to, że nie będzie idealne. Z wieloma wadami da się żyć! Rodzice potrafią kochać też dziecko z niepełnosprawnością! Są okna życia - nie chcesz dziecka oddaj je! Nie zabijaj! Gdyby aborcja była powszechna, wielu wybitnych ludzi niestety nie dostałoby szansy życia. Tych negatywnie "wybitnych" niestety też. Ale nigdy nie mamy pewności, że dziecko z gwałtu nie będzie kimś wybitnym, czemu więc je zabijać odbierając szansę na godne życie? Zabijając, bez szansy na godny nawet pochówek? Brońmy życia! Posłuchajcie dokładnie co mówi papież, a nie cytujcie jego zmanipulowane wypowiedzi! Nie ma tu też żadnego ograniczania praw kobiet. Chodzi o obronę tych, którzy bez nas nie przetrwają - o dzieci.

Poniżej link do ustawy, jako ciekawostka.
USTAWA

niedziela, 18 września 2016

Służba wojskowa, czyli tego nam trzeba!

Na początku dziękuję za ponad 5 tysięcy wejść! Nie spodziewałem się, że uda się zebrać ich aż tyle, tak szybko!

Jestem już niestety tym rocznikiem, którego nie objęła obowiązkowa służba wojskowa. No własnie - niestety. Jak się zapewne domyślacie, jestem zwolennikiem powrotu do tego systemu , a jeśli nie całkowitego powrotu, to takiej zmiany, która bez problemów, kombinacji i nadmiernych formalności umożliwi chętnym odbyć służbę.

Źródło: http://cpsp.wp.mil.pl/pl/54.html
Zacznę od tej drugiej części. Jeszcze nie tak dawno temu miałem w planach odbycie szkolenia. Skontaktowałem się z moją jednostką (w moim przypadku jest to WKU Bolesławiec), odbyłem rozmowę telefoniczną z tamtejszym Kapitanem. Okazało się, że mam możliwość odbycia szkolenia, po którym zostanę starszym szeregowym, a zarazem żołnierzem Narodowych Sił Rezerwowych (NSR). Brzmi to fajnie. Ale niestety tylko brzmi. Jak taka służba wygląda? Po 1 roku studiów 3 miesiące służby, po 2 roku jeszcze 2 miesiące. Co istotne, czas ten byłby płatny, jak na warunki polskie nawet nie najgorzej. Ale jednak 5 miesięcy wyciągnięte z życia. Sporo z tego czasu poświęciłem za to na praktyczną naukę tego, co na studiach mam tylko w teorii.

Trzeba wspomnieć jeszcze o innych konsekwencjach bycia w NSR. W razie klęsk żywiołowych, zagrożenia, itp. jest się wzywanym do służby. Trzeba też odbyć kilka dni ćwiczeń w roku. I dopóki nie dotyczy to wszystkich osób, pracodawca mając o wyboru pracownika będącego w NSR i tego bez doświadczenia w wojsku, obawiam się, że wybierze "cywila". Co w sytuacji, gdy w pracy trafi się awaryjna sytuacja, a wojsko wezwie na służbę? No właśnie. To niewątpliwie jest problemem.

O zaletach służby możemy usłyszeć od naszych starszych znajomych czy ojców. Standardowe określenia padające w trakcie rozmowy to "wojsko nauczyło mnie życia" czy "zrobiło ze mnie mężczyznę". Uważam, że jest to bardzo, bardzo ważne i przyniosło by wiele dobrego w codziennym życiu na ulicach miast. Ponadto w obecnej sytuacji geopolitycznej powinniśmy mieć jak najwięcej przeszkolonych osób (tu szacunek dla ministra MON, który powołuje do życia obronę terytorialną), ponieważ nigdy nie wiemy co nas czeka.

Powinniśmy stworzyć proste zasady i możliwości odbycia służby dla chętnych. Ostatnimi czasy zgłasza się naprawdę wielu chętnych do szkół wojskowych, czy też jednostek, ale brakuje dla nich miejsca. Skoro są chętni, pomóżmy im! Nie każdy chce i nie każdy oczywiście musi. Gdyby jednak więcej osób było w NSR, rozwiązujemy znacząco problem o którym pisałem kawałek wyżej. Myślę też, że moglibyśmy się czuć bezpieczniej. Temat pozostawiam oczywiście do przemyśleń. Ja natomiast powtórzę, że jestem za obowiązkową służbą lub stworzeniem takich możliwości, aby każdy z wielu chętnych, miał możliwość styczności z wojskiem. Nie wykluczam również, że w jakimś stopniu, w przyszłości zaangażuję się w służbę.

wtorek, 13 września 2016

O refleksie i prawie jazdy słów kilka

Ponownie piszę o polskich drogach. Znów skłoniła mnie do tego sytuacja, jaka spotkała mnie na drodze. Tym razem jednak, to ja jednak występowałem w roli głównej. Była jeszcze jedna aktorka i to też pierwszoplanowa. Mianowicie chodzi o sarnę. 

Wracałem do domu późnym wieczorem, droga była pusta. Z tego powodu w użyciu były światła długie, tzw. drogowe - duże udogodnienie, które przede wszystkim znacząco poprawia widoczność w nocy. Wydaje mi się, że to dzięki nim w porę zauważyłem zwierzę. Zdążyłem na tyle zwolnić (włączył się też ABS), że sarna minęła mój wóz o pół metra, może metr. Miałem szczęście, ale nie tylko, ale o tym zaraz. W drugiej części filmu widać również, jak innym razem  na drodze spotkałem konia. Wtedy jednak przez wieś jechałem wolniej, więc i bez problemu, bezpiecznie się zatrzymałem. 
Szczęście szczęściem, ale istotny był również refleks (pomijam sprawne światła i hamulce, które zresztą niedawno były zmienione, chodzi mi o sam czynnik ludzki). Wydaje mi się, że u mnie, jako u młodego, wysportowanego chłopaka jest on na bardzo dobrym poziomie. Wraz z wiekiem człowiek (nie tylko na drodze) ma coraz większe doświadczenie. Niestety również pewne jego cechy fizyczne zaczynają się zmieniać. Najbardziej cierpi szybkość, to często mówi się też o starszych bokserach, mają siłę, ale tracą szybkość. Wiadomo też, że prawo jazdy posiadają osoby od 18 rok życia, do osób o największym doświadczeniu życiowym. 

Zacząłem się zastanawiać, czy poza standardowym egzaminem i badaniami lekarskimi, kierowcy nie powinni mieć testów na, hmm jak to nazwać, reakcję? Po prostu wielu sytuacji można uniknąć, jeśli w porę się dostrzeże zagrożenie i odpowiednio zareaguje. Tak samo kierowcy F1 mają testy, polegające na tym, że w ciągu 5 sekund muszą się wypiąć z pasów i wyjść z kokpitu. Sam kiedyś przypadkowo odbyłem podobny test, gdy w samochodzie wybuchła mi gaśnica.

Być może, gdyby każdy kierowca oprócz normalnego prowadzenia, miał zdolność do błyskawicznej reakcji, na drogach mogłoby być bezpieczniej. Tu właśnie jest kwestia sporna, czy każdy, kto wie jak prowadzić samochód, jest zdolny kierować nim w ruchu drogowym. Wiek nie może być tutaj wyznacznikiem. Takie testy podniosą koszty, ale myślę, że poprawiłyby bezpieczeństwo na drogach. Gdyby nie refleks, prawdopodobnie zabiłbym sarnę, a sam miałbym przód samochodu do remontu.

Swoją drogą polecam wideo rejestrator, nie dość że potrafią zarejestrować ciekawe (lub niebezpieczne) sytuacje na drodze, to czasem również rozwiązać sporne sytuacje.Mój kosztował mnie ok. 250 zł, a jakość obrazu nawet w nocy jest bardzo dobra! Model kamerki jest w opisie filmu, ale również na priv udzielę kilku informacji gdzie i jaki zakupić.

sobota, 10 września 2016

Wrzesień, wakacje, sportowy tryb życia

Tytuł posta z pewnością będzie irytować tych, którym wakacje już się skończyły - czyli chodzącym do szkoły oraz mającym kampanię wrześniową. Tym, którzy mają jednak wolny czas, polecam z niego korzystać. W dowolny sposób.

Korzystając ze słońca zdecydowaliśmy się wyjechać z domu. Celem stała się okoliczna Żwirownia, w wakacje oblegana przez wielu mieszkańców. Teraz? Raptem kilka osób wokół całego zbiornika. Miejsce jest też niestety znane z tego, że co roku dochodzi do utonięć. Już bardzo blisko brzegu robi się bardzo głęboko. Ale na szczęście nie o tym.

Leżenie na brzegu należy do najprzyjemniejszych leniwych rzeczy. Można po prostu nic nie robić i grzać się w słońcu. Ale aby móc sobie pozwolić na takie obijanie, wcześniej trzeba sobie na to zapracować. Jedni w pracy, inni na uczelni, jeszcze inni na emeryturze (pozdrowienia dla pana, który przyjechał na rowerze, następnie przepłynął w poprzek zbiornika i wrócił, po czym ponownie wsiadł na rower i odjechał).

Moim zdaniem cały czas należy jednak pracować nad samym sobą. Jest to wręcz oczywiste, że nie można stać w miejscu. Nie chodzi tylko o rozwój osobisty, ale także sportowy. O zaletach sportu można pisać wiele: lepsze samopoczucie, wpływ na nasze układy, zdrowie, można także poznać nowe osoby. Takie myśli przyszły mi do głowy dzisiaj podczas pływania. Trochę popływałem, a w trakcie tej miłej czynności i siedzenia na brzegu (plażą to ja tego nie nazwę :D) rozmyślałem nad swoim sportowym życiem.

Jeżdżę na rowerze, jednak pomimo treningów masa ciała utrudnia mi bardzo powrót do osiągnięć z roku 2014. Na płaskim się rozpędzam, pod krótkie góry jakoś ciągnę, ale gdy zaczynają się góry, jakich w okolicy Jeleniej nie brakuje, zaczynają się problemy. Organizmu nie da się oszukać. Jednak tempo na równych odcinkach zachęciło mnie do zastanowienia się ponownie nad opcją brania udziału w zawodach triathlonowych. Kwestia dyscypliny i odpowiedniego przygotowania. Myślę, że stać mnie na to. Najgorzej wygląda u mnie pływanie, ale ciężką pracą można osiągnąć wiele. Czemu nie spróbować?
Na razie cele to:
  • lepsza wydolność (wytrzymałość)
  •  50 podciągnięć
  • 100 pompek (znowu)
Zobaczymy co uda się osiągnąć. Najważniejsze, to dobrze się bawić i być zadowolonym!


czwartek, 1 września 2016

Dlaczego Kościół jest spoko

     Czytając tytuł mojego posta, jestem przekonany, że wywoła mieszane uczucia, w porównaniu do relacji z wycieczek czy wyścigów, które są neutralne lub też wywołują uśmiech, że są w Polsce tak ładne tereny (warto doceniać swoje, poznać to co mamy, a nie chwalić cudze, zwłaszcza w czasach, gdy wyjazd za granicę grozi śmiercią).

     Skąd pomysł na takiego posta? Jestem człowiekiem otwartym, wiele rozmawiam na różnorakie tematy. Ponadto czytam prasę, internet, oglądam telewizję. Od wielu osób, czy też z wielu źródeł da się wyczuć negatywne nastawienie do Kościoła w Polsce (co kraj to obyczaj). Zastanowić się należy z czego to wynika, ale o tym później. Ja osobiście natomiast jestem przeciwnego zdania: Kościół jest spoko! Kościół da się lubić, a co najważniejsze, Kościół nie jest złem! W naszym kraju jest on wręcz koniecznością z wielu powodów. Utwierdziłem się w tej opinii po udziale w Światowych Dniach Młodzieży, które to najprawdopodobniej będę wspominać do końca życia (chociaż w sumie w kolejnych też planuję udział :) ).

     Zacznijmy od gorszej strony, aby nawet w moim poście był jakiś tam happy end. Dlaczego wizerunek Kościoła jest taki słaby? Przede wszystkich w Polsce istnieje wiele stronnictw, które chcą zbudować image Kościoła, jako sekty ciągnącej tylko pieniądze ze skarbu państwa, za które to księża żyją w luksusach i piorą ludziom mózgi. To prawda, zwykle księża żyją w dobrych warunkach, natomiast byłbym daleki od uogólniania. Posłużę się słowami papieża Franciszka, który powiedział, że "Jeśli ktoś wyciąga cennik to nie jest to duszpasterstwo." Bogu natomiast służy wielu, ale to wielu księży którzy rozumieją czym ono jest i są faktycznie sługami, a nie księgowymi. A czemu Kościół Katolicki dostaje pieniądze z budżetu? Fundusz kościelny jest po prostu odszkodowaniem wypłacanym w pewnym sensie w ratach za to, co odebrała im władza PRL. Jeszcze dalej mi do stwierdzenia o praniu mózgu, niektórzy po prostu dość dosadnie przekazują naukę kościoła.

     Co jest jeszcze powodem budowania negatywnego wizerunku? Przedstawiciele Kościoła Katolickiego w Polsce często wypowiadają się na tematy będące aktualnie poruszane na forum publicznym, w tym również poruszają sprawy, które mają zostać regulowane ustawami. Praktycznie w każdym przypadku bronią oni tradycyjnych wartości, będąc w kontrze do "nowocześnie" nastawionych zwykle lewackich przedstawicieli. Wielu osobom się to nie podoba, ale to właśnie w tych wartościach tkwi siła Kościoła! Nie pranie mózgu, a obrona tradycyjnych wartości! W trudnych chwila w historii Polski to religia była fundamentem narodu, była tym co łączyło i tym co dawało siłę. Musimy zrozumieć, że z tych wartości się wywodzimy, musimy ich bronić, bo to jest nasz największy dorobek! Coś, czym wyróżniamy się wśród narodów! Czemu nie miałoby tak pozostać? Zrozummy, że kościół, a przez Kościół i sam Bóg nie chcą dla nas źle. Oni chcą naszego dobra, co powinniśmy docenić.  Nie możemy dać się omamić, że ta cała nowoczesność jest dobra. Z biegiem czasu doprowadzi ona do eksterminacji społeczeństwa, a jak widzimy chrześcijaństwo trwa już ponad dwa tysiące lat!

     Myślę, że jednak nie przekonałem do tej pory do tego, że Kościół jest jednak spoko. Tak jak pisałem, byłem na ŚDM. Nie planowałem tego wyjazdu, ale teraz jestem w stanie powiedzieć, że była to jedna z najlepszych decyzji mojego życia. Mogłem poczuć atmosferę radości, modlitwy, życzliwości i miłosierdzia Bożego. Właśnie widok tych wszystkich młodych ludzi (wg. szacunków ok 2.5 mln ludzi w campusie Misericordia), którzy cieszyli się, modlili, sprawił, że nie mogłem pozostać obojętny. Widząc to w telewizji, postanowiłem tam być. Wsiadłem do pociągu, a rano zobaczyłem papieża z odległości ok. 10 m, a potem z przygodami dotarłem na wspomniany campus. Tyle młodych ludzi wierzy w Boga, wierzy, że to Jezus jest ich przewodnikiem. Kościół daje nam możliwość łączności z najpotężniejszym, wszechmogącym Bogiem. Daje możliwość samorozwoju, spotkania innych ludzi, nawiązania przyjaźni i wspólnego wyznawania wartości, które w ostateczności dadzą nam zbawienie. Dlatego też na pytanie, dlaczego Kościół jest spoko, odpowiadam: ponieważ daje szczęście. Powiecie, że obecność w kole naukowym też takowe da, też poznamy tam ludzi, którzy mają podobne zainteresowania i chcą osiągnąć wspólny cel (np. jakaś konstrukcja). Tak. Ale co innego, gdy każdy chce jak najwięcej wyciągnąć dla siebie, a co innego gdy w grę wchodzą wartości i fundamenty życia. Wiara może stać się dla nas sensem życia, które da szczęście na wieki, a nie tylko to doraźne.

     Przydałoby się też trochę statystyk ile działa duszpasterstw akademickich chociażby we Wrocławiu, ile jest ministrantów. Niestety takich nie mam. Wiem jednak na pewno, że ci ludzie nie wstydzą się Jezusa, nie jest wstydem dla nich być katolikiem. Moim zdaniem jest to duma. Są to tłumy młodzieży, którzy zapewne w niedalekiej przyszłości będą stanowić o porządku tego świata!
Teraz moi czytelnicy zapewne się oburzycie, dlaczego właśnie oni? Pewnie nie tylko oni, jednak co potrafią więcej "wierzący"? Chodzi tutaj o wygodę. Życie z dala od Boga, niezgodnie z nauką Kościoła jest wygodne. Podobnie jak zawodowy sportowiec, aby osiągnąć sukces musi się liczyć z wieloma wyrzeczeniami, tak samo jest i w religii - konieczne jest wiele wyrzeczeń, aby być szczęśliwym i osiągnąć zbawienie. Jeśli ktoś ma na tyle siły, aby temu sprostać, może osiągnąć wielkie rzeczy. Tutaj słuszne wydaje się przytoczenie słów Papieża z krakowskich ŚDM, abyśmy "nie byli młodymi kanapowymi, którzy mylą szczęście z wygodą, z wygodną kanapą" (nie dosłownie, ale chcę przekazać sens).

     Przyjaciele, bracie! Nie bójcie się wiary, to nie jest sekta! Nie należy się tego wstydzić! Wystarczy popatrzeć na uśmiechnięte twarze uczestników ŚDM (mnóstwo filmów na yt, polecam). Znajdźmy dla siebie miejsce w rodzinie, wielkiej rodzinie Kościoła, w której odnajdziemy właściwą drogą w życiu i szczęście. Czasami wystarczy spotkać jedną osobę, blisko związaną z Kościołem, która rozmowami z nami odmieni nasze podejście, a w konsekwencji życie. Tak, jak w każdej innej dziedzinie życia. Na ŚDM można ich było spotkać naprawdę wiele.
Wasz bloger na ŚDM
Zmęczony, ale szczęśliwy

Campus Misericordia