Na Węgrzech nigdy nie byłem. Znając sympatię między mieszkańcami Polski oraz Węgier koniecznie chciałem tam się wybrać. Inna waluta, inny język, Ogólnie inna kultura.
Zwiedziłem najważniejsze zabytki miasta: katedra, synagoga, wiele ciekawych uliczek. Miasto wygląda trochę inaczej niż znane mi już europejskie miasta. Ludzie nastawieni sympatycznie. Z ciekawostek dodam, że pierwszy raz w życiu widziałem kogoś, kto na spacer na smyczy wyprowadzał... świnię... Co kraj to obyczaj ;) Inaczej też wydaje się pieniądze. Już za najdrobniejszą rzecz płacimy w tysiącach, kwestia przyzwyczajenia. Oczywiście jest ciut drożej niż w Polsce... Dogadać się ciężko, trochę mało osób zna angielski lub niemiecki. Co tu dużo więcej opowiadać, fajne miasteczko, na pewno godne uwagi. Wracając i czekając na przesiadkę zwiedziłem na szybko miasto graniczne - Szentogtthard . W zasadzie mógłbym napisać to samo.W niedzielę natomiast wybrałem się do muzeum Arnolda Schwarzeneggera. Jest ono zlokalizowane w jego rodzinnym domu. Ciekawym doświadczeniem było zobaczenie miejsca, w którym się wychował, jak również pierwszych przyrządów, na których swoją muskulaturę powiększał przyszły mistrz świata kulturystów. Jeśli ktokolwiek będzie w okolicy koniecznie musi się tam wybrać!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz