sobota, 22 października 2016

O jakiej Polsce marzę...

Spędzam kolejne tygodnie całkowicie na obczyźnie. Pierwszy raz w życiu wyjechałem na poważnie za granicę. Prawdę powiedziawszy najchętniej już bym wrócił ;). Abstrahując od tego, po tym czasie mogę zauważyć wiele różnic między Austrią, a Polską oraz pomarzyć o tym, jakiej chciałbym Polski, sugerując się również tym, co tutaj zobaczyłem.

Patrioci często wykrzykują piękne hasła: "Chwała Wielkiej Polsce!", "Cześć i chwała, Bohaterom!"
czy "Wielka Polska, Katolicka!". Co kryje się za tymi hasłami? Każdy z pewnością ma trochę inne spojrzenie na tą kwestię. Ja przedstawię natomiast swoją wizję Wielkiej Polski.

Kraj to nie tylko powierzchnia, ale przede wszystkim ludzie. W zasadzie wszystko związane z nieruchomymi obiektami, przedmiotami i tak ostatecznie odnosi się do ludzi. Najważniejsze jak dla mnie jest to, aby ludzie mieli do siebie szacunek, nie siali nienawiści. Niestety sytuacja polityczna w Polsce prowadzi do coraz mocniejszego podziału społeczeństwa i z pewnością nikt nie powinien być dumny z tego powodu. Osoby o przeciwnych poglądach bywa, że albo nie chcą ze sobą rozmawiać, albo kończy się to kłótnią lub nawet wyzwiskami. Bardziej w kontekście codziennego życia, chciałbym natomiast, aby ludzie przede wszystkim nie przeszkadzali sobie. To znaczy, żeby np. nie słuchali muzyki w słuchawkach tak, aby inni to słyszeli. Ustępowali miejsca, gdy widzą, że ktoś bardziej go potrzebuje od nich. Nie byli obojętni na krzywdę, jaką widzą codziennie na ulicach. Z uśmiechem i życzliwością zwracali się do innych. Potrafili zachowywać się po prostu kulturalnie, zwłaszcza w miejscach publicznych i pielęgnowali język polski. Niby niewiele, ale z drugiej strony widzimy, jakie jest to trudne.

Chciałbym, aby każdy miał pracę, za którą zarobi godne pieniądze i najlepiej taką, którą lubi. Dzięki temu będzie mógł pozwolić sobie na zakup tego czego chce lub przynajmniej będzie miał mniej ograniczeń. Aby nie musiał odmawiać sobie podstawowych przyjemności i nie bał się o swój los. Z drugiej strony taka osoba nie powinna się bać choroby, a bardziej tego, że nie zdąży otrzymać pomocy z powodu kolejki do lekarza. Aby w szpitalu każdy był traktowany po prostu jak człowiek. Aby nie został oszukany przez żaden urząd, czy wymiar sprawiedliwości i jego życie legło w gruzach. Żeby po prostu wiedział gdzie szukać pomocy, gdzie ją znaleźć i aby była ona skuteczna.

Fajnie byłoby, gdyby każdy mógł samochodem, takim jakim mu się podoba jeździć po dobrych drogach i mieć możliwość wyjazdu np. w góry, gdzie przyroda nie jest niszczona przez człowieka. Oddychał na co dzień czystym powietrzem. Mógł wykształcić się na odpowiednim poziomie, a uczelnie przyciągały studentów również z zagranicy. Żeby to inni chcieli u nas pracować z uwagi na warunki i technologię. Silny, nowoczesny kraj oparty jednocześnie na niezwykle mocnych fundamentach jakimi są patriotyzm, historia, religia (wszystko w zasadzie się zazębia).

Wiem, że to brzmi jak utopia i wiem, ze można by tutaj pisać wiele więcej. Ale chodzi o podstawy. Wszystko to sprawi, że Polaków za granicą będą bardziej szanować. Niestety nasza opinia w uwagi na część społeczeństwa jest gdzieniegdzie słaba... Wystarczy spojrzeć natomiast na opinie po ŚDM, czy euro 2012 i okaże się, że gdy chcemy, stajemy się świetnymi towarzyszami dla innych, a najważniejsze dobrze postrzeganymi ludźmi. Nie możemy wstydzić się tego, skąd jesteśmy! Jako podsumowanie wrzucam dekalog współczesnego patrioty udostępniony przez producenta ubrań Patriotycznych - Surge Polonia.

http://blog.surgepolonia.pl/2016/10/odziez-patriotyczna-zrobi-patrioty/

czwartek, 20 października 2016

Polak Węgier - dwa bratanki oraz bohater Arnold

W ostatni weekend korzystając z fajnej lokalizacji na wypady, jaką niewątpliwie jest Graz, wybrałem się na wycieczkę na Węgry. Budapeszt jest trochę za daleko, jak na jednodniową wycieczkę (wszystko w swoim czasie). Wybrałem więc miejscowość o nazwie Szombathely. Jest to jedno z najstarszych węgierskich miast, o udokumentowanej historii jeszcze w starożytności. Około 80 tysięcy mieszkańców (podobnie jak Jelenia).

Na Węgrzech nigdy nie byłem. Znając sympatię między mieszkańcami Polski oraz Węgier koniecznie chciałem tam się wybrać. Inna waluta, inny język, Ogólnie inna kultura.

Zwiedziłem najważniejsze zabytki miasta: katedra, synagoga, wiele ciekawych uliczek. Miasto wygląda trochę inaczej niż znane mi już europejskie miasta. Ludzie nastawieni sympatycznie. Z ciekawostek dodam, że pierwszy raz w życiu widziałem kogoś, kto na spacer na smyczy wyprowadzał... świnię... Co kraj to obyczaj ;) Inaczej też wydaje się pieniądze. Już za najdrobniejszą rzecz płacimy  w tysiącach, kwestia przyzwyczajenia. Oczywiście jest ciut drożej niż w Polsce... Dogadać się ciężko, trochę mało osób zna angielski lub niemiecki. Co tu dużo więcej opowiadać, fajne miasteczko, na pewno godne uwagi. Wracając i czekając na przesiadkę zwiedziłem na szybko miasto graniczne - Szentogtthard . W zasadzie mógłbym napisać to samo.

W niedzielę natomiast wybrałem się do muzeum Arnolda Schwarzeneggera. Jest ono zlokalizowane w jego rodzinnym domu. Ciekawym doświadczeniem było zobaczenie miejsca, w którym się wychował, jak również pierwszych przyrządów, na których swoją muskulaturę powiększał przyszły mistrz świata kulturystów. Jeśli ktokolwiek będzie w okolicy koniecznie musi się tam wybrać!

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Alek Jawor (@jaworsky_king)

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Alek Jawor (@jaworsky_king)

wtorek, 11 października 2016

Maribor, Słoweńscy bracia Słowianie

Ponoć podróże kształcą. Ja niestety z wielu powodów do tej pory trochę się w tej kwestii obijałem. Chyba najwyższy czas nadrobić stracony czas! W ostatnią sobotę wybrałem się więc do Mariboru w Słowenii. Zobaczyłem na mapie, że to raptem ok 75 km od pociąg jedzie tylko godzinkę z hakiem. Czemu by nie skorzystać? Zawsze to wizyta w kolejnym państwie.
 
Troszkę teorii. Maribor to drugie miasto co do wielkości w Słowenii, 115 tys. mieszkańców. Mało, ale w skali małego kraju sporo i jest to bardzo ważny ośrodek społeczno-kulturalny. Jak Wrocław jest europejską stolicą kultury 2016, tak Maribor był nią w 2012. Miasto malowniczo położone jest nad rzeką Drawą. W Słowenii obowiązuje Euro. Jest taniej niż w Austrii, ale wciąż drożej niż w Polsce. Nie wiem czy znajdzie się kraj z niższymi cenami od naszej Pięknej Polski.

Byłem ciekawy czy na Słowenii da radę względnie dogadać się po polsku. W końcu język słoweński również należy do głupy słowiańskich. Niektóre słowa są nawet identyczne, jednak porozumieć jest się bardzo ciężko. Ale z pomocą zawsze przychodzi angielski i niemiecki. Własnie po angielsku na jednym z okolicznych szczytów (super punkt widokowy), rozmawiałem ze Słoweńcem i dowiedziałem się kilku rzeczy o Słowenii.

W stylu życia również jest wiele różnic. Sklepy, nawet te z pamiątkami, w mieście bądź co bądź turystycznym, są w sobotę czynne do 13. Trochę się naszukałem, zanim znalazłem magnes na lodówkę (była 13.10)- ot taki fetysz, kolejny do kolekcji. Miasto wygląda porównywalnie do średniej wielkości polskiego miasta, jest jednak czyściej oraz ludzie są bardziej życzliwi. Z ciekawostek: na przejściach dla pieszych jest tylko zielone i czerwone, nic nie mruga. W wielu miejscach są sekundniki, ale przyznam szczerze, że sam miałem problem zdążyć przed czerwonym, mimo dobrego tempa marszu.


Okolice Mariboru słyną z dobrych win, na każdej górce są jakieś winorośla, a na szczycie każdej z nim kapliczka. Wygląda to bardzo malowniczo. W samym Mariborze znajduje się najstarsza winorośl na świecie. Ponadto z uwagi na to, że miasto leży po dwóch stronach rzeki, wybudowano kilka fajnych mostów.

W Mariborze spędziłem kilka ładnych godzin, zjadłem też smaczny makaron w jednej z restauracji, polecam zatem restaurację Pri Florjanu. Smacznie i dość tanio. Ponadto pierwszy raz w życiu miałem okazję jeść pieczone kasztany, całkiem smaczne, ale nie codziennie. Zobaczyłem wszystkie najważniejsze zabytki, kupiłem oczywiście wino. Odwiedziłem też lokalną galerię handlową i natrafiłem, podobnie jak w Graz, na polski akcent - sklep CCC. Podczas powrotu, na granicy, wylegitymowała mnie austriacka policja. Może wyglądam jak uchodźca :)?

Każdemu kto jest w pobliżu polecam zwiedzić to malownicze miasto! Miłe odczucia gwarantowane! :)


Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Alek Jawor (@jaworsky_king)

niedziela, 9 października 2016

Jaka jest Austria?

Ponad tydzień przebywam już w Austrii. W ramach programu Erasmus, odbywam obecny semest na uczelni zagranicznej - FH Joannem w Graz, kierunek Automotive. Wiele osób Austrię kojarzy z Wiedniem, Alpami, bogactwem. Czy tak jest w rzeczywistości? Tym postem postaram się odpowiedzieć na to pytanie opowiadając, jak wygląda życie na ulicach miasta.

Silnik na korytarzu
Zacznę od uczelni. To nie jest typowy uniwersytet, tylko szkoła wyższa. W Graz jest też Technische Universität Graz. Wybrana przeze mnie szkoła to Fach Hohschule lub po angielsku University of Applied Science - uniwersytet nauki stosowanej. Po samej nazwie można domyślać się różnic. Nauczanie skupia się na praktycznych aspektach techniki. Na pewno stosunek ilościowy wykładów do laboratoriów jest lepszy, niż na Politechnice Wrocławskiej. To cieszy. Zwłaszcza nie mogę się doczekać zajęć, podczas których moim zadaniem będzie rozebranie, a następnie złożenie całego silnika oraz skrzyni biegów. :)

Demonstracja
Na ulicach mogę zobaczyć wielokulturowość, tzn. widzę zdecydowanie więcej niż we Wrocławiu osób ciemnoskórych, czy też w burkach - w skrócie obcokrajowców. Związane jest to z tym, że Austria przyjęła wielu uchodźców, których droga do Niemiec prowadzi z Węgier przez Austrię. Nie potrafię natomiast opowiedzieć o asymilacji obcokrajowców - za krótko tu jestem. Podczas pierwszego spaceru po Graz natrafiłem na demonstrację Turków przeciwko ich dyktatorowi Erdoganowi.

Często piszę o polskich drogach, dlatego nie sposób pominąć tematu tych austriackich. Tutejsze autostrady to bajka, sama podróż samochodem przez Austrię sprawiła mi ogromną radość, mogłem podziwiać wiele widoków - piękne góry. Kierowcy przestrzegają przepisów, w centrum Graz dozwolone jest 30 km/h. Co kawałek są jakieś światła, także jazda autem w centrum nie należy do najwygodniejszych środków transportu. Z kolei w autobusach/tramwajach jest podobnie jak we Wrocławiu. Ceny są natomiast wyższe oraz np. studenci nie mają z góry przyznanych zniżek. Na ulicach jest dużo aut elektrycznych, są stacje gdzie można taki wóz podładować. Na pewno też średnia wieku samochodu jest niższa niż w naszym kraju. [film nagrywał pasażer]

Andrzej, to ty?
Językiem urzędowym jest niemiecki, czy też jak niektórzy wolą mówić - austriacki. Różnice w porównaniu do Niemiec są słyszalne. Większość osób wita się zwrotem "Szczęść Boże". Jest to podobnie jak Polska Katolicki kraj. Mniej konserwatywny. Niebawem odbędą się powtórzone wybory prezydenckie (4.12) i wtedy okaże się, czy wygra kandydat z eurosceptycznej partii, podobny zresztą do Andrzeja Dudy ;).

No i przejdę teraz do tego co mnie najbardziej zastanawiało przed wyjazdem - ceny. Austria jest w strefie Euro od początku tej waluty, a więc roku 2002. W przeliczeniu na złotówki ceny są oczywiście wyższe, o ok. 30-50%. Natomiast co do wartości są one niższe. Biorąc pod uwagę, ze najniższe zarobki są takie same jak w Polsce, oczywiście co do wartości. Można więc powiedzieć, że życie jest dla nich tańsze. Są sklepy z kapitałem austriackim, ale ilość sklepów niemieckich jest spora... W niedzielę sklepy są pozamykane. Są też polskie epizody - w jednej galerii jest CCC, wypada się cieszyć! Mam okazję spróbować austriackich produktów, których nazwy znałem tylko np. ze skoków narciarskich - chociażby pyszne wafle Manner (polecam, A. Jawor!).

Jeszcze mała garść ciekawostek. W sklepach jako tako nie ma papierosów - są w automatach. Przy parkingach dla rowerów znajdują się za to automaty z dętkami, bardzo fajna sprawa. W akademiku z kolei mamy automat z piwami, w Partyraum. Legitymacja studencka nie ma hologramów/pieczątek, tylko jej ważność podbija się w (znowu) automacie. Po skończonym wykładzie wszyscy stukają w stół w ramach, hmm, podziękowań. Podobnie, gdy mamy pytanie stukamy w stół, aby zwrócić uwagę na siebie. W sali wykładowej jest miejsce gdzie można zrobić sobie kawę/herbatę. Poza tym wiele osób pije kranówę, jest w dobrym stanie.

Na pewno o życiu w Austrii da się opowiadać dużo więcej, tylko kto by to wtedy czytał :). Na pewno miasta są bardziej zadbane, a ludzie bardziej życzliwi. Graz położone jest w niskich, ale górach. Podobnie jak większość kraju. Pod wieloma względami cieszę się, że tu jestem!
Ratusz
Opera
Wieża zegarowa na Schlossbergu



wtorek, 4 października 2016

Znów o aborcji, pod innym kątem

Pod wczorajszym postem pojawiło się wiele komentarzy, ataków, wątpliwości. Postanowiłem rozwiać trochę Waszych wątpliwości. W końcu piszę dla Was, do Was :) Jednak nie zmieniam zdania co do tego, że aborcja to morderstwo! Oraz nigdy nie pozwolę na aborcję mojej kobiecie. Do dzieła.

Najpierw jednak zachęcam każdego, do przeczytania pierwszych dwóch stron USTAWY. Protestujący chyba jej nie czytali, kupili to co mówią w pewnej stacji tv. Jeszcze raz przypomnę, że ustawa jest autorstwa stowarzyszenia "STOP aborcji", a nie PiS-u. Były 2 ustawy, jedna liberalizująca i ona została odrzucona przez sejm. Druga to właśnie ta, która poszła do komisji i na razie sobie grzecznie leży w komisji. A media już zrobiły burze.
Źródło obrazka

Zacznę od często poruszanego tematu, tzn. aborcji po gwałcie. Otóż ze sprawozdania Resortu Zdrowia wynika, ze rocznie raptem kilka (w 2014 tylko 2) przypadków dotyczy czynu zabronionego, Zdecydowana większość przerwania ciąży, to aborcja eugeniczna. Nie mogłem znaleźć tego sprawozdania, jednak pisze to wiele portali, niekoniecznych pisowskich ;) Mówimy tylko o zarejestrowanej aborcji, nie tej "podziemnej". (źródło)

Nie znalazłem odpowiedzi na to od kiedy biolodzy, antropolodzy mówią o płodzie, a nie dziecku. Zgadza się, że nauka kościoła o dziecku mówi od momentu poczęcia. Pozwala już jednak na pochówek dziecka urodzonego jako martwe, jeśli rodzice mieli zamiar je ochrzcić. Zezwalają również na mszę świętą. Dokument kościelny o tym mówiący, cz I punkt 4. Oraz Informacja, że episkopat wyraża na to zgodę. Źródło kościelne, więc raczej dość pewne w tej kwestii.

Nie wiadomo też od kiedy płód (dziecko) zaczyna czuć ból. Pewne jest, że w 4 tygodniu ciąży wstępnie wykształcają się narządy (bardzo wstępnie), w 5 zaczyna płynąć krew. Poradnik zdrowie, można zaufać. Tutaj również Film o rozwoju płodu, interpretujmy wedle uznania. Różnie badania mówią o skutkach psychicznych aborcji, TU przykład jednych, które mówią, ze skutki nie są takie złe. Zależy od źródła, kto robił badania.

Fajnie, że przy okazji protestów, w jakimś stopniu wzrasta poczucie męskiej odpowiedzialności za dziecko. Szkoda, ze osoby biorące w niej udział nie czytały ustawy. Ludzie być może też dowiedzą się trochę więcej w tym temacie, ja również.

Wielu chciałoby pozostawienia obecnej ustawy, niektórzy nawet z PiS-u. Trybunał Konstytucyjny, uchodzący ponoć za ostateczną wyrocznię, orzekł w roku 1996, że nie można zezwolić na aborcję w przypadku "złej sytuacji majątkowej kobiety, ponieważ to oznacza niesprawiedliwość". Ogólnie nie zabronił całkowicie aborcji, ale też nie pozwolił na pełną liberalizację. I słusznie. Szukając wielu źródeł natrafiłem na taki oto artykuł. Sorry, jak bardzo by nie chciał w tej i podobnej sytuacji nie chciałbym nawet słyszeć o aborcji. Ustawa absolutnie powinna być rozszerzona, tzn. aborcja nie powinna być dopuszczalna w sytuacji, gdy u dziecka podejrzewa się zespół Downa lub inną chorobę, z którą, często widać, że da się w miarę normalnie żyć. Gwałty jak widać po statystykach stanowią minimalny odsetek powodów aborcji, więc pomińmy ten temat. Są okienka życia.

Ustawa pozwala w pełnym zakresie ratować życie matki, nie odbiera się jej absolutnie prawa do życia. Podobnie zobowiązuje samorządy do opieki nad dziećmi, które urodzą się z wadami. Nie martwmy się więc ewentualnie tym, że dzieci te zostaną bez opieki. Co do wad, pozostawiłbym możliwość decydowania gronu lekarskiemu. Chodzi o to, co będzie z dzieckiem po urodzeniu. W bardzo wyjątkowych przypadkach trzeba zezwolić na aborcję. Natomiast nigdy nie zgodzę się z tym, żeby była ona na życzenie. W żadnym razie nie może być traktowana jako środek antykoncepcyjny! Doprowadzi to naprawdę do kiepskich skutków.

Abstrahując od tego, kto ma jakie zdanie, proszę o jedno - czytajmy dokładnie o czym mowa i nie dajmy się zmanipulować. Ja natomiast nie pozwolę nigdy na aborcję mojej kobiety. Ustawa pewnie nie przejdzie, bo PiS też nie do końca był nią zainteresowany. Pamiętajmy jednak, że podpisało się pod nią 400 tys. osób.
Mam nadzieję, że ten wpis bardziej Wam się spodoba. Jako ciekawostka pozostawiam Uzasadnienie ustawy, napisane przez stowarzyszenie.

poniedziałek, 3 października 2016

Morderstwo? Zabijanie? Podziękuję!

Miał być post o Austrii, będzie jednak o aborcji,  czarnych protestach i dalszych podziałach społeczeństwa. To, że aborcja jest zabójstwem, nie podlega dyskusji. Natomiast hipokryzja lewej strony sceny politycznej sięga zenitu. Ponadto media nieprzychylne rządowi dobrej zmiany propagują nieprawdziwe informacje. Ludzie łykają to nie przeczytawszy ustawy, nie wiedzą co w niej jest, ale przeciw niej protestują.
Znalezione w internecie, źródło nieznane

Zacznę od samego początku, to nie jest projekt PiS! Tylko stowarzyszenia "Stop aborcji". Zebrano
zdaje się 400 tys. podpisów, trafił do sejmu. Zaskoczeni :)?
Swoją drogą wreszcie w Polsce funkcjonuje demokracja! Manifestacje są, policja ich nie tłumi, a pomaga, ochrania, pilnuje. Bez prowokacji. Wreszcie! Brawo! #DobraZmiana. Niestety Ci co jej nie chcą, w ogromnej części oderwani od koryta dążą do dzielenia społeczeństwa, często zmieniając na potrzeby sytuacji poglądy, aby być przeciwko temu "małemu karakanowi". On akurat nie do końca popiera tą ustawę.

Przejdźmy do omawianego przeze mnie projektu. Pierwsza strona ustawy i mamy punkt: "§ 4. Nie popełnia przestępstwa określonego w § 1 i § 2, lekarz, jeżeli śmierć dziecka poczętego jest następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia matki dziecka poczętego.". A więc można bronić życia kobiety! Brak możliwości byłby z pewnością złamaniem konstytucji. Kolejny punkt i "§ 5. Jeżeli sprawcą czynu określonego w § 1 jest matka dziecka poczętego, sąd może zastosować wobec niej nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia.". Punkt uwzględniający sytuację matki, dający możliwość interpretacji i odstąpienia od kary.

Nauka jasno mówi, że od momentu zapłodnienia mówimy o dziecku, nie płodzie, tkance czy zlepku komórek. Popatrzmy na zdjęcia istot z aborcji... Nie będę ich tu wstawiał są zbyt brutalne - dla lewicy to komórki, ale jednak oburzają się na widok tych zdjęć :).

Feministki, sprzeciwiające się dyktaturze kobiet (:D), mówią, że mężczyźni nie mają nic do gadania. Nie przeszkadza im jednak ich obecność na ich marszach. Ponadto bez mężczyzny nie ma możliwość powstania dziecka. Skoro to ciało kobiet i ich sprawa, to pójdźmy dalej, czemu mężczyźni mają płacić alimenty? (alimenciarzy absolutnie nie bronię!). Hipokryzja i jeszcze raz hipokryzja!

Do naszych najbardziej podstawowych obowiązków należy ochrona życia i ochrona tych, którzy sami nie są w stanie się obronić. Dziecko w brzuchu kobiety, jest zdane tylko i wyłącznie na matkę. Tym bardziej nie można go karać, krzywdzić. Stosować karę śmierci na nim za gwałt, mimo że to nie ono jest winne. Karać za to, że nie będzie idealne. Z wieloma wadami da się żyć! Rodzice potrafią kochać też dziecko z niepełnosprawnością! Są okna życia - nie chcesz dziecka oddaj je! Nie zabijaj! Gdyby aborcja była powszechna, wielu wybitnych ludzi niestety nie dostałoby szansy życia. Tych negatywnie "wybitnych" niestety też. Ale nigdy nie mamy pewności, że dziecko z gwałtu nie będzie kimś wybitnym, czemu więc je zabijać odbierając szansę na godne życie? Zabijając, bez szansy na godny nawet pochówek? Brońmy życia! Posłuchajcie dokładnie co mówi papież, a nie cytujcie jego zmanipulowane wypowiedzi! Nie ma tu też żadnego ograniczania praw kobiet. Chodzi o obronę tych, którzy bez nas nie przetrwają - o dzieci.

Poniżej link do ustawy, jako ciekawostka.
USTAWA

niedziela, 18 września 2016

Służba wojskowa, czyli tego nam trzeba!

Na początku dziękuję za ponad 5 tysięcy wejść! Nie spodziewałem się, że uda się zebrać ich aż tyle, tak szybko!

Jestem już niestety tym rocznikiem, którego nie objęła obowiązkowa służba wojskowa. No własnie - niestety. Jak się zapewne domyślacie, jestem zwolennikiem powrotu do tego systemu , a jeśli nie całkowitego powrotu, to takiej zmiany, która bez problemów, kombinacji i nadmiernych formalności umożliwi chętnym odbyć służbę.

Źródło: http://cpsp.wp.mil.pl/pl/54.html
Zacznę od tej drugiej części. Jeszcze nie tak dawno temu miałem w planach odbycie szkolenia. Skontaktowałem się z moją jednostką (w moim przypadku jest to WKU Bolesławiec), odbyłem rozmowę telefoniczną z tamtejszym Kapitanem. Okazało się, że mam możliwość odbycia szkolenia, po którym zostanę starszym szeregowym, a zarazem żołnierzem Narodowych Sił Rezerwowych (NSR). Brzmi to fajnie. Ale niestety tylko brzmi. Jak taka służba wygląda? Po 1 roku studiów 3 miesiące służby, po 2 roku jeszcze 2 miesiące. Co istotne, czas ten byłby płatny, jak na warunki polskie nawet nie najgorzej. Ale jednak 5 miesięcy wyciągnięte z życia. Sporo z tego czasu poświęciłem za to na praktyczną naukę tego, co na studiach mam tylko w teorii.

Trzeba wspomnieć jeszcze o innych konsekwencjach bycia w NSR. W razie klęsk żywiołowych, zagrożenia, itp. jest się wzywanym do służby. Trzeba też odbyć kilka dni ćwiczeń w roku. I dopóki nie dotyczy to wszystkich osób, pracodawca mając o wyboru pracownika będącego w NSR i tego bez doświadczenia w wojsku, obawiam się, że wybierze "cywila". Co w sytuacji, gdy w pracy trafi się awaryjna sytuacja, a wojsko wezwie na służbę? No właśnie. To niewątpliwie jest problemem.

O zaletach służby możemy usłyszeć od naszych starszych znajomych czy ojców. Standardowe określenia padające w trakcie rozmowy to "wojsko nauczyło mnie życia" czy "zrobiło ze mnie mężczyznę". Uważam, że jest to bardzo, bardzo ważne i przyniosło by wiele dobrego w codziennym życiu na ulicach miast. Ponadto w obecnej sytuacji geopolitycznej powinniśmy mieć jak najwięcej przeszkolonych osób (tu szacunek dla ministra MON, który powołuje do życia obronę terytorialną), ponieważ nigdy nie wiemy co nas czeka.

Powinniśmy stworzyć proste zasady i możliwości odbycia służby dla chętnych. Ostatnimi czasy zgłasza się naprawdę wielu chętnych do szkół wojskowych, czy też jednostek, ale brakuje dla nich miejsca. Skoro są chętni, pomóżmy im! Nie każdy chce i nie każdy oczywiście musi. Gdyby jednak więcej osób było w NSR, rozwiązujemy znacząco problem o którym pisałem kawałek wyżej. Myślę też, że moglibyśmy się czuć bezpieczniej. Temat pozostawiam oczywiście do przemyśleń. Ja natomiast powtórzę, że jestem za obowiązkową służbą lub stworzeniem takich możliwości, aby każdy z wielu chętnych, miał możliwość styczności z wojskiem. Nie wykluczam również, że w jakimś stopniu, w przyszłości zaangażuję się w służbę.