środa, 30 listopada 2016

Tolerancja to szacunek czy może paranoja?

W ciągu ostatnich kilku lat towarzyszy nam raz rzadziej, a raz częściej temat szacunku i tolerancji dla osób, których poglądy, przekonania czy obyczaje są inne niż u większości osób w społeczeństwie, w jakimś stopniu w nim się wyróżniają. W zasadzie nie wiedziałem, jak napisać poprzednie dwa zdania, aby nikogo nie urazić. Jak się zapewne domyślacie, chodzi o środowiska lgbt, osób o odmiennej religii, kolorze skóry, a także o równouprawnienie.

Według mojego światopoglądu każdy zasługuje na szacunek. Nieważne czy się z kimś zgadzamy, czy nie, jak wygląda i co robi w życiu. Natomiast nie możemy z odmienności robić argumentu czy karty przetargowej! Prowadzi to do paranoi. Pomysł na napisanie tego postu zrodził się w mojej głowie podczas oglądania ciekawego filmiku, w którym własnie przedstawiona jest sytuacja skrajna, prowadząca do takowej paranoi (poniżej postu). Nie mam nic przeciwko tym osobom, ale nie chcę, aby za każdą przegraną czy odrzucenie obwiniały "nietolerancyjnych", zamiast uznać, że w danym aspekcie są po prostu gorsi. Moim zdaniem nie powinno się na siłę eksponować inności, tak jak nie powinno eksponować się i powszechności, nie powinna być ona także kryterium oceny. Tym bardziej nie powinniśmy dać sobie wmawiać, że inność jest normalnością.

Mam wrażenie, że ostatnio przybywa ludzi "odmiennych". I to nie z przekonania, ale tylko po to, aby móc walczyć z konserwatystami. Na siłę coś robią, aby zaistnieć i pokazywać jaka to obecna cywilizacja nie jest zła. Lewactwo zrodziło się nie z ideologi, tylko z nienawiści do konserwatyzmu, do chrześcijaństwa, które jest podstawą obecnej siły cywilizacji. Na siłę walczyć chcą z zasadami, fundamentami cywilizacji, dzięki którym jesteśmy tu gdzie jesteśmy. W ten sposób można doprowadzić jedynie do zagłady, a nie rozwoju ludzkości.

Do niedawna przedstawiciele grup "innych" wtapiali się w tłum i wszyscy byli zadowoleni. Obecnie walczą o prawa (które przecież mają...) i eksponują siebie, wręcz chwalą się swoją innością, traktują to jako powód do dumy. Przykre jest to, że ludzi zaczyna się oceniać nie z merytorycznego punktu widzenia, lecz poprzez obawy o to, że mogą zrobić aferę o dyskryminację. Takiemu podejściu zdecydowanie się sprzeciwiam. Ten film bardzo dobrze obrazuje to, czego się obawiam. I nie chciałbym, aby kiedykolwiek w Polsce do tego doszło. Szanujmy siebie nawzajem i to wystarczy, aby stworzyć potężny naród, lidera nowej Jagielloni! Eksponujmy te fundamentalne wartości i idee, pokazując pozostałym właściwą drogę! A gdy musimy emigrować, dostosujmy się do tamtejszych obyczajów, a nie narzucajmy brutalnie swoje! I z pewnością wyjdzie to z pożytkiem dla wszystkich.


czwartek, 10 listopada 2016

11 listopada, czyli co się wydarzy w Warszawie

Zbliża się jedno z najważniejszych, a jednocześnie najpiękniejszych polskich świąt. Nadchodzi 11 listopada i Święto Niepodległości. Tradycyjnie już ulicami Warszawy przejdzie wspaniały Marsz Niepodległości, organizowany przez polskie stronnictwa patriotyczne. O ile z ich strony można spodziewać się spokojnego przebiegu marszu, to nie można być pewnym na jakie pomysły wpadną uczestnicy marszu organizowanego przez KOD.

Istnieje wiele powodów, które pozwalają myśleć w ten sposób. Marsz KODu jest anty (przeciw). Tylko przeciwko czemu? Niepodległości? Wolności? Demokracji? Mając na uwadze całą działalność tego komicznego stowarzyszenia najbardziej pasuje ta 3 opcja. Zrobić coś przeciwko legalnie wybranej władzy, a z prawdziwych patriotów zrobić agresorów i faszystów. Nawet władze Warszawy sprzyjają prowokacjom np. poprzez pozostawianie luźnych kostek brukowych wzdłuż drogi marszu.

Trasy marszów są co prawda inne oraz zaczynają się o innej porze, jednak ludzie biorący w nich udział z pewnością będą się mijać na ulicach Warszawy, będąc w mniejszych lub większych grupkach. Zobaczymy co z tego wyniknie. Mam nadzieję, że służby dopełnią wszystkich starań, aby uniknąć prowokacji szkodników i pozwolą prawdziwym patriotom cieszyć się tym świętem!

Osoby, których nazywam patriotami nie mają zwykle powiązań z partią rządzącą. Co prawda mainstreamowe media próbują wcisnąć taki kit Polakom, ale to nie o tym chciałem pisać. Przykre jest to, co dzieje się obecnie w Polsce, a mianowicie podział społeczeństwa. Jeśli ktoś jest konserwatystą, nazywamy go moherem, pisiorem itd. Osoby po przeciwnej stronie, od razu są lewakami. Oczywiście, jestem przeciwko wszelkim przejawom lewactwa, jednak taką prostą linię podziału uważam za przykrą i krzywdzącą dla sporej części społeczeństwa.

Reasumując. Chwała Wielkiej Polsce! Cieszmy się Niepodległością, pozwólmy cieszyć się nią podczas Marszu oraz dążmy do pełnej suwerenności od Unii Europejskiej! Mam nadzieję, że jutro obejdzie się bez rozlewu krwi. Jako ciekawostka przypomnę, że na czele Marszu Niepodległości pojedzie husaria.

Plakat Marszu Niepodległości 2016
Źródło: konto na twitterze marszu

sobota, 22 października 2016

O jakiej Polsce marzę...

Spędzam kolejne tygodnie całkowicie na obczyźnie. Pierwszy raz w życiu wyjechałem na poważnie za granicę. Prawdę powiedziawszy najchętniej już bym wrócił ;). Abstrahując od tego, po tym czasie mogę zauważyć wiele różnic między Austrią, a Polską oraz pomarzyć o tym, jakiej chciałbym Polski, sugerując się również tym, co tutaj zobaczyłem.

Patrioci często wykrzykują piękne hasła: "Chwała Wielkiej Polsce!", "Cześć i chwała, Bohaterom!"
czy "Wielka Polska, Katolicka!". Co kryje się za tymi hasłami? Każdy z pewnością ma trochę inne spojrzenie na tą kwestię. Ja przedstawię natomiast swoją wizję Wielkiej Polski.

Kraj to nie tylko powierzchnia, ale przede wszystkim ludzie. W zasadzie wszystko związane z nieruchomymi obiektami, przedmiotami i tak ostatecznie odnosi się do ludzi. Najważniejsze jak dla mnie jest to, aby ludzie mieli do siebie szacunek, nie siali nienawiści. Niestety sytuacja polityczna w Polsce prowadzi do coraz mocniejszego podziału społeczeństwa i z pewnością nikt nie powinien być dumny z tego powodu. Osoby o przeciwnych poglądach bywa, że albo nie chcą ze sobą rozmawiać, albo kończy się to kłótnią lub nawet wyzwiskami. Bardziej w kontekście codziennego życia, chciałbym natomiast, aby ludzie przede wszystkim nie przeszkadzali sobie. To znaczy, żeby np. nie słuchali muzyki w słuchawkach tak, aby inni to słyszeli. Ustępowali miejsca, gdy widzą, że ktoś bardziej go potrzebuje od nich. Nie byli obojętni na krzywdę, jaką widzą codziennie na ulicach. Z uśmiechem i życzliwością zwracali się do innych. Potrafili zachowywać się po prostu kulturalnie, zwłaszcza w miejscach publicznych i pielęgnowali język polski. Niby niewiele, ale z drugiej strony widzimy, jakie jest to trudne.

Chciałbym, aby każdy miał pracę, za którą zarobi godne pieniądze i najlepiej taką, którą lubi. Dzięki temu będzie mógł pozwolić sobie na zakup tego czego chce lub przynajmniej będzie miał mniej ograniczeń. Aby nie musiał odmawiać sobie podstawowych przyjemności i nie bał się o swój los. Z drugiej strony taka osoba nie powinna się bać choroby, a bardziej tego, że nie zdąży otrzymać pomocy z powodu kolejki do lekarza. Aby w szpitalu każdy był traktowany po prostu jak człowiek. Aby nie został oszukany przez żaden urząd, czy wymiar sprawiedliwości i jego życie legło w gruzach. Żeby po prostu wiedział gdzie szukać pomocy, gdzie ją znaleźć i aby była ona skuteczna.

Fajnie byłoby, gdyby każdy mógł samochodem, takim jakim mu się podoba jeździć po dobrych drogach i mieć możliwość wyjazdu np. w góry, gdzie przyroda nie jest niszczona przez człowieka. Oddychał na co dzień czystym powietrzem. Mógł wykształcić się na odpowiednim poziomie, a uczelnie przyciągały studentów również z zagranicy. Żeby to inni chcieli u nas pracować z uwagi na warunki i technologię. Silny, nowoczesny kraj oparty jednocześnie na niezwykle mocnych fundamentach jakimi są patriotyzm, historia, religia (wszystko w zasadzie się zazębia).

Wiem, że to brzmi jak utopia i wiem, ze można by tutaj pisać wiele więcej. Ale chodzi o podstawy. Wszystko to sprawi, że Polaków za granicą będą bardziej szanować. Niestety nasza opinia w uwagi na część społeczeństwa jest gdzieniegdzie słaba... Wystarczy spojrzeć natomiast na opinie po ŚDM, czy euro 2012 i okaże się, że gdy chcemy, stajemy się świetnymi towarzyszami dla innych, a najważniejsze dobrze postrzeganymi ludźmi. Nie możemy wstydzić się tego, skąd jesteśmy! Jako podsumowanie wrzucam dekalog współczesnego patrioty udostępniony przez producenta ubrań Patriotycznych - Surge Polonia.

http://blog.surgepolonia.pl/2016/10/odziez-patriotyczna-zrobi-patrioty/

czwartek, 20 października 2016

Polak Węgier - dwa bratanki oraz bohater Arnold

W ostatni weekend korzystając z fajnej lokalizacji na wypady, jaką niewątpliwie jest Graz, wybrałem się na wycieczkę na Węgry. Budapeszt jest trochę za daleko, jak na jednodniową wycieczkę (wszystko w swoim czasie). Wybrałem więc miejscowość o nazwie Szombathely. Jest to jedno z najstarszych węgierskich miast, o udokumentowanej historii jeszcze w starożytności. Około 80 tysięcy mieszkańców (podobnie jak Jelenia).

Na Węgrzech nigdy nie byłem. Znając sympatię między mieszkańcami Polski oraz Węgier koniecznie chciałem tam się wybrać. Inna waluta, inny język, Ogólnie inna kultura.

Zwiedziłem najważniejsze zabytki miasta: katedra, synagoga, wiele ciekawych uliczek. Miasto wygląda trochę inaczej niż znane mi już europejskie miasta. Ludzie nastawieni sympatycznie. Z ciekawostek dodam, że pierwszy raz w życiu widziałem kogoś, kto na spacer na smyczy wyprowadzał... świnię... Co kraj to obyczaj ;) Inaczej też wydaje się pieniądze. Już za najdrobniejszą rzecz płacimy  w tysiącach, kwestia przyzwyczajenia. Oczywiście jest ciut drożej niż w Polsce... Dogadać się ciężko, trochę mało osób zna angielski lub niemiecki. Co tu dużo więcej opowiadać, fajne miasteczko, na pewno godne uwagi. Wracając i czekając na przesiadkę zwiedziłem na szybko miasto graniczne - Szentogtthard . W zasadzie mógłbym napisać to samo.

W niedzielę natomiast wybrałem się do muzeum Arnolda Schwarzeneggera. Jest ono zlokalizowane w jego rodzinnym domu. Ciekawym doświadczeniem było zobaczenie miejsca, w którym się wychował, jak również pierwszych przyrządów, na których swoją muskulaturę powiększał przyszły mistrz świata kulturystów. Jeśli ktokolwiek będzie w okolicy koniecznie musi się tam wybrać!

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Alek Jawor (@jaworsky_king)

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Alek Jawor (@jaworsky_king)

wtorek, 11 października 2016

Maribor, Słoweńscy bracia Słowianie

Ponoć podróże kształcą. Ja niestety z wielu powodów do tej pory trochę się w tej kwestii obijałem. Chyba najwyższy czas nadrobić stracony czas! W ostatnią sobotę wybrałem się więc do Mariboru w Słowenii. Zobaczyłem na mapie, że to raptem ok 75 km od pociąg jedzie tylko godzinkę z hakiem. Czemu by nie skorzystać? Zawsze to wizyta w kolejnym państwie.
 
Troszkę teorii. Maribor to drugie miasto co do wielkości w Słowenii, 115 tys. mieszkańców. Mało, ale w skali małego kraju sporo i jest to bardzo ważny ośrodek społeczno-kulturalny. Jak Wrocław jest europejską stolicą kultury 2016, tak Maribor był nią w 2012. Miasto malowniczo położone jest nad rzeką Drawą. W Słowenii obowiązuje Euro. Jest taniej niż w Austrii, ale wciąż drożej niż w Polsce. Nie wiem czy znajdzie się kraj z niższymi cenami od naszej Pięknej Polski.

Byłem ciekawy czy na Słowenii da radę względnie dogadać się po polsku. W końcu język słoweński również należy do głupy słowiańskich. Niektóre słowa są nawet identyczne, jednak porozumieć jest się bardzo ciężko. Ale z pomocą zawsze przychodzi angielski i niemiecki. Własnie po angielsku na jednym z okolicznych szczytów (super punkt widokowy), rozmawiałem ze Słoweńcem i dowiedziałem się kilku rzeczy o Słowenii.

W stylu życia również jest wiele różnic. Sklepy, nawet te z pamiątkami, w mieście bądź co bądź turystycznym, są w sobotę czynne do 13. Trochę się naszukałem, zanim znalazłem magnes na lodówkę (była 13.10)- ot taki fetysz, kolejny do kolekcji. Miasto wygląda porównywalnie do średniej wielkości polskiego miasta, jest jednak czyściej oraz ludzie są bardziej życzliwi. Z ciekawostek: na przejściach dla pieszych jest tylko zielone i czerwone, nic nie mruga. W wielu miejscach są sekundniki, ale przyznam szczerze, że sam miałem problem zdążyć przed czerwonym, mimo dobrego tempa marszu.


Okolice Mariboru słyną z dobrych win, na każdej górce są jakieś winorośla, a na szczycie każdej z nim kapliczka. Wygląda to bardzo malowniczo. W samym Mariborze znajduje się najstarsza winorośl na świecie. Ponadto z uwagi na to, że miasto leży po dwóch stronach rzeki, wybudowano kilka fajnych mostów.

W Mariborze spędziłem kilka ładnych godzin, zjadłem też smaczny makaron w jednej z restauracji, polecam zatem restaurację Pri Florjanu. Smacznie i dość tanio. Ponadto pierwszy raz w życiu miałem okazję jeść pieczone kasztany, całkiem smaczne, ale nie codziennie. Zobaczyłem wszystkie najważniejsze zabytki, kupiłem oczywiście wino. Odwiedziłem też lokalną galerię handlową i natrafiłem, podobnie jak w Graz, na polski akcent - sklep CCC. Podczas powrotu, na granicy, wylegitymowała mnie austriacka policja. Może wyglądam jak uchodźca :)?

Każdemu kto jest w pobliżu polecam zwiedzić to malownicze miasto! Miłe odczucia gwarantowane! :)


Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Alek Jawor (@jaworsky_king)

niedziela, 9 października 2016

Jaka jest Austria?

Ponad tydzień przebywam już w Austrii. W ramach programu Erasmus, odbywam obecny semest na uczelni zagranicznej - FH Joannem w Graz, kierunek Automotive. Wiele osób Austrię kojarzy z Wiedniem, Alpami, bogactwem. Czy tak jest w rzeczywistości? Tym postem postaram się odpowiedzieć na to pytanie opowiadając, jak wygląda życie na ulicach miasta.

Silnik na korytarzu
Zacznę od uczelni. To nie jest typowy uniwersytet, tylko szkoła wyższa. W Graz jest też Technische Universität Graz. Wybrana przeze mnie szkoła to Fach Hohschule lub po angielsku University of Applied Science - uniwersytet nauki stosowanej. Po samej nazwie można domyślać się różnic. Nauczanie skupia się na praktycznych aspektach techniki. Na pewno stosunek ilościowy wykładów do laboratoriów jest lepszy, niż na Politechnice Wrocławskiej. To cieszy. Zwłaszcza nie mogę się doczekać zajęć, podczas których moim zadaniem będzie rozebranie, a następnie złożenie całego silnika oraz skrzyni biegów. :)

Demonstracja
Na ulicach mogę zobaczyć wielokulturowość, tzn. widzę zdecydowanie więcej niż we Wrocławiu osób ciemnoskórych, czy też w burkach - w skrócie obcokrajowców. Związane jest to z tym, że Austria przyjęła wielu uchodźców, których droga do Niemiec prowadzi z Węgier przez Austrię. Nie potrafię natomiast opowiedzieć o asymilacji obcokrajowców - za krótko tu jestem. Podczas pierwszego spaceru po Graz natrafiłem na demonstrację Turków przeciwko ich dyktatorowi Erdoganowi.

Często piszę o polskich drogach, dlatego nie sposób pominąć tematu tych austriackich. Tutejsze autostrady to bajka, sama podróż samochodem przez Austrię sprawiła mi ogromną radość, mogłem podziwiać wiele widoków - piękne góry. Kierowcy przestrzegają przepisów, w centrum Graz dozwolone jest 30 km/h. Co kawałek są jakieś światła, także jazda autem w centrum nie należy do najwygodniejszych środków transportu. Z kolei w autobusach/tramwajach jest podobnie jak we Wrocławiu. Ceny są natomiast wyższe oraz np. studenci nie mają z góry przyznanych zniżek. Na ulicach jest dużo aut elektrycznych, są stacje gdzie można taki wóz podładować. Na pewno też średnia wieku samochodu jest niższa niż w naszym kraju. [film nagrywał pasażer]

Andrzej, to ty?
Językiem urzędowym jest niemiecki, czy też jak niektórzy wolą mówić - austriacki. Różnice w porównaniu do Niemiec są słyszalne. Większość osób wita się zwrotem "Szczęść Boże". Jest to podobnie jak Polska Katolicki kraj. Mniej konserwatywny. Niebawem odbędą się powtórzone wybory prezydenckie (4.12) i wtedy okaże się, czy wygra kandydat z eurosceptycznej partii, podobny zresztą do Andrzeja Dudy ;).

No i przejdę teraz do tego co mnie najbardziej zastanawiało przed wyjazdem - ceny. Austria jest w strefie Euro od początku tej waluty, a więc roku 2002. W przeliczeniu na złotówki ceny są oczywiście wyższe, o ok. 30-50%. Natomiast co do wartości są one niższe. Biorąc pod uwagę, ze najniższe zarobki są takie same jak w Polsce, oczywiście co do wartości. Można więc powiedzieć, że życie jest dla nich tańsze. Są sklepy z kapitałem austriackim, ale ilość sklepów niemieckich jest spora... W niedzielę sklepy są pozamykane. Są też polskie epizody - w jednej galerii jest CCC, wypada się cieszyć! Mam okazję spróbować austriackich produktów, których nazwy znałem tylko np. ze skoków narciarskich - chociażby pyszne wafle Manner (polecam, A. Jawor!).

Jeszcze mała garść ciekawostek. W sklepach jako tako nie ma papierosów - są w automatach. Przy parkingach dla rowerów znajdują się za to automaty z dętkami, bardzo fajna sprawa. W akademiku z kolei mamy automat z piwami, w Partyraum. Legitymacja studencka nie ma hologramów/pieczątek, tylko jej ważność podbija się w (znowu) automacie. Po skończonym wykładzie wszyscy stukają w stół w ramach, hmm, podziękowań. Podobnie, gdy mamy pytanie stukamy w stół, aby zwrócić uwagę na siebie. W sali wykładowej jest miejsce gdzie można zrobić sobie kawę/herbatę. Poza tym wiele osób pije kranówę, jest w dobrym stanie.

Na pewno o życiu w Austrii da się opowiadać dużo więcej, tylko kto by to wtedy czytał :). Na pewno miasta są bardziej zadbane, a ludzie bardziej życzliwi. Graz położone jest w niskich, ale górach. Podobnie jak większość kraju. Pod wieloma względami cieszę się, że tu jestem!
Ratusz
Opera
Wieża zegarowa na Schlossbergu



wtorek, 4 października 2016

Znów o aborcji, pod innym kątem

Pod wczorajszym postem pojawiło się wiele komentarzy, ataków, wątpliwości. Postanowiłem rozwiać trochę Waszych wątpliwości. W końcu piszę dla Was, do Was :) Jednak nie zmieniam zdania co do tego, że aborcja to morderstwo! Oraz nigdy nie pozwolę na aborcję mojej kobiecie. Do dzieła.

Najpierw jednak zachęcam każdego, do przeczytania pierwszych dwóch stron USTAWY. Protestujący chyba jej nie czytali, kupili to co mówią w pewnej stacji tv. Jeszcze raz przypomnę, że ustawa jest autorstwa stowarzyszenia "STOP aborcji", a nie PiS-u. Były 2 ustawy, jedna liberalizująca i ona została odrzucona przez sejm. Druga to właśnie ta, która poszła do komisji i na razie sobie grzecznie leży w komisji. A media już zrobiły burze.
Źródło obrazka

Zacznę od często poruszanego tematu, tzn. aborcji po gwałcie. Otóż ze sprawozdania Resortu Zdrowia wynika, ze rocznie raptem kilka (w 2014 tylko 2) przypadków dotyczy czynu zabronionego, Zdecydowana większość przerwania ciąży, to aborcja eugeniczna. Nie mogłem znaleźć tego sprawozdania, jednak pisze to wiele portali, niekoniecznych pisowskich ;) Mówimy tylko o zarejestrowanej aborcji, nie tej "podziemnej". (źródło)

Nie znalazłem odpowiedzi na to od kiedy biolodzy, antropolodzy mówią o płodzie, a nie dziecku. Zgadza się, że nauka kościoła o dziecku mówi od momentu poczęcia. Pozwala już jednak na pochówek dziecka urodzonego jako martwe, jeśli rodzice mieli zamiar je ochrzcić. Zezwalają również na mszę świętą. Dokument kościelny o tym mówiący, cz I punkt 4. Oraz Informacja, że episkopat wyraża na to zgodę. Źródło kościelne, więc raczej dość pewne w tej kwestii.

Nie wiadomo też od kiedy płód (dziecko) zaczyna czuć ból. Pewne jest, że w 4 tygodniu ciąży wstępnie wykształcają się narządy (bardzo wstępnie), w 5 zaczyna płynąć krew. Poradnik zdrowie, można zaufać. Tutaj również Film o rozwoju płodu, interpretujmy wedle uznania. Różnie badania mówią o skutkach psychicznych aborcji, TU przykład jednych, które mówią, ze skutki nie są takie złe. Zależy od źródła, kto robił badania.

Fajnie, że przy okazji protestów, w jakimś stopniu wzrasta poczucie męskiej odpowiedzialności za dziecko. Szkoda, ze osoby biorące w niej udział nie czytały ustawy. Ludzie być może też dowiedzą się trochę więcej w tym temacie, ja również.

Wielu chciałoby pozostawienia obecnej ustawy, niektórzy nawet z PiS-u. Trybunał Konstytucyjny, uchodzący ponoć za ostateczną wyrocznię, orzekł w roku 1996, że nie można zezwolić na aborcję w przypadku "złej sytuacji majątkowej kobiety, ponieważ to oznacza niesprawiedliwość". Ogólnie nie zabronił całkowicie aborcji, ale też nie pozwolił na pełną liberalizację. I słusznie. Szukając wielu źródeł natrafiłem na taki oto artykuł. Sorry, jak bardzo by nie chciał w tej i podobnej sytuacji nie chciałbym nawet słyszeć o aborcji. Ustawa absolutnie powinna być rozszerzona, tzn. aborcja nie powinna być dopuszczalna w sytuacji, gdy u dziecka podejrzewa się zespół Downa lub inną chorobę, z którą, często widać, że da się w miarę normalnie żyć. Gwałty jak widać po statystykach stanowią minimalny odsetek powodów aborcji, więc pomińmy ten temat. Są okienka życia.

Ustawa pozwala w pełnym zakresie ratować życie matki, nie odbiera się jej absolutnie prawa do życia. Podobnie zobowiązuje samorządy do opieki nad dziećmi, które urodzą się z wadami. Nie martwmy się więc ewentualnie tym, że dzieci te zostaną bez opieki. Co do wad, pozostawiłbym możliwość decydowania gronu lekarskiemu. Chodzi o to, co będzie z dzieckiem po urodzeniu. W bardzo wyjątkowych przypadkach trzeba zezwolić na aborcję. Natomiast nigdy nie zgodzę się z tym, żeby była ona na życzenie. W żadnym razie nie może być traktowana jako środek antykoncepcyjny! Doprowadzi to naprawdę do kiepskich skutków.

Abstrahując od tego, kto ma jakie zdanie, proszę o jedno - czytajmy dokładnie o czym mowa i nie dajmy się zmanipulować. Ja natomiast nie pozwolę nigdy na aborcję mojej kobiety. Ustawa pewnie nie przejdzie, bo PiS też nie do końca był nią zainteresowany. Pamiętajmy jednak, że podpisało się pod nią 400 tys. osób.
Mam nadzieję, że ten wpis bardziej Wam się spodoba. Jako ciekawostka pozostawiam Uzasadnienie ustawy, napisane przez stowarzyszenie.