poniedziałek, 23 lutego 2015

Challenge accepted

Ten post będzie trochę inny niż poprzednie. Niestety przerwa międzysemestralna już się kończy. Oznacza do powrót do szarej codzienności, ganiania na zajęcia, pisanie kartkówek, kolokwiów. Jednak ta rzeczywistość nie musi być aż tak bezbarwna, jak się wydaje.
Jestem osobą, która nie lubi siedzieć w domu. I pomimo tego, że powiedziałem, że ścigać się nie będę, to sportowo wciąż chcę stawać się lepszy. Najwyższy czas, abym zabrał się do pracy i nie zmarnował tego co osiągnąłem przez ostatnie kilka lat. Nie jest to najwyższy poziom, ale niewątpliwie już taki, że nie każdy jest w stanie w życiu taki osiągnąć.

Kolarstwo będzie cały czas obecne w moim życiu, ale czas na nowe wyzwania! 

Przede wszystkim chce poprawić swoją kondycję biegową, i wystartować w jakimś biegu, a najlepiej w co najmniej duathlonie! Na triathlon składa się jeszcze pływanie, które jednak też poprawię, ponieważ na 2 semestr na zajęcia sportowe zapisałem się na basen! Będzie to połączenie przyjemności z pożytecznym!
Zobaczymy jak to wypadnie, ale myślę, że niebawem jestem już w stanie ten cel zrealizować.
Może za 2-3 lata uda się polecieć przynajmniej na połówkę Iron Mena... Marzenia..

W Biegu Piastów udział brałem już w 2010 roku. I  najwyższy czas to powtórzyć. Za rok startuję ponownie! Prawdopodobnie na tym samym dystansie co w 2010, czyli 30 km FT. Cel? Zejść poniżej 2h! Przy dobrym przygotowaniu jak najbardziej realny! W sobotę w Jakuszycach wybrałem dość stromą trasę, co w połączeniu z oblodzoną trasą działało bardzo męcząco :) Ale poznałem nowe zakątki Gór Izerskich, a widoki były przyjemne!

Ten weekend miałem bardzo pracowity, w piątek bieg, w sobotę biegówki, w niedzielę 2,5h na orliku i w poniedziałek poprawiłem ponownie bieganiem. Do tego codziennie wieczorna siłownia. Czuję, że powoli wracać będzie dawna dyspozycja. Wszystko to pomaga mi w spełnieniu jeszcze jednego celu, którego podejmę się za ok. 3 tygodnie: 100 pompek na raz! Zobaczymy jak to wyjdzie, ale jestem bardzo dobrej myśli.

Reasumując, w tym roku biorę się za ogólnorozwojówkę, ale bez takich celów podejrzewam, że nie miałbym też motywacji do ćwiczeń. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie, ale proszę aby czytelnicy trzymali za mnie kciuki :) !
Na koniec jeszcze jedno słówko o blogu: cieszę się, że zaczynam notować wyświetlenia nawet w okresach, kiedy nic nie dodaję i nie reklamuję jako tako bloga, dzięki!
Na koniec 2 fotki z Jakuszyc z soboty oraz linki do moich weekendowych treningów na stravie.

Piątkowy bieg
Sobotnie biegówki
Poniedziałkowy bieg





czwartek, 12 lutego 2015

Magiczna inwersja

Inwersja, czyli najprościej mówiąc coś na odwrót. W górach zachodzi najczęściej inwersja termiczna, to znaczy, ze im wyżej tym cieplej. Zimne, cięższe powietrze osiada w kotlinie, a ciepłe nad nim się unosi. Towarzyszą temu super efekty wizualne, ponieważ idąc w góry, coraz wyżej, w pewnym momencie dochodzimy nad morze. Morze chmur. Kto nie widział, niech żałuje!

Kończąc ten luźnonaukowy wstęp czas przejść do rzeczy, czyli do mojej wycieczki w góry.
Po sesji mam aż za dużo czasu wolnego. Trzeba go więc w jakiś sensowny sposób spożytkować. We wtorek patrząc na webkamerki pomyślałem, że wyprawa w góry może być ciekawa. Następnego dnia rano zobaczyłem, że pogoda znów jest idealna, więc zebrałem manatki i ruszyłem w drogę do Szklarskiej Poręby, jakże błyskawiczną komunikacją PKS. Plan był taki: Na Szrenicę, a potem zobaczymy co dalej.

Co ciekawe, to nie szczytowa część trasy była najcięższa, ale początek i koniec, jeszcze poniżej granicy lasu. Na podejściu pod Wodospad Kamieńczyka śnieg był bardzo ubity, przez było dość ślisko. Jednak powyżej wodospadu zaczęło przebijać się słońce, śnieg był nie całkiem ubity i z wielką przyjemnością można było po prosu spacerować. Zdjąłem kurtkę, bo było za ciepło. Na samej Szrenicy jeden pan ganiał nawet bez koszulki :) To najlepiej opisuje pogodę. Ponadto byłem już nad górskim morzem chmur. Ciekawa jest również świadomość, że ma się takie warunki, podczas gdy w mieście jest szaro-buro!











Pod wpływem chęci, jakich nabrałem mając przed oczyma te widoki postanowiłem pójść dalej, w kierunku nieczynnej już stacji RTV nad Śnieżnymi Kotłami, gdzie widoki wciąż imponowały. Po drodze spotkałem nawet dość dużo turystów, również tych na nartach biegowych!











W okolicach stacji RTV można podziwiać inne rejony gór, ponieważ jest to jeden z wyższych obszarów Karkonoszy. Ponadto widać w Kotłach nawisy śnieżne grożące lawinami. Jedna spadła kilka dni temu po stronie czeskiej w okolicach Pecu pod Śnieżką. Lawinisko było potężne, akcja ratunkowa wciąż trwa, a ja mogłem obserwować latający śmigłowiec nad głową.











Dalej poszedłem na Śmielec, gdzie urządziłem sobie żywieniową przerwę. Oj była ona potrzebna! Dalej z pełnym żołądkiem i nową energią pomaszerowałem dalej. Moja droga wiodła już odtąd tylko w dół, co nie znaczy że było łatwo! Wręcz przeciwnie! Koralową Ścieżką rozpocząłem zejście do Jagniątkowa - tu było najciężej, miejscami zapadałem się aż po pas w śniegu, ale dałem radę!

Ostatni element wycieczki też był ciekawy - oczekiwanie na autobus.W  Jagniątkowie nie pojawia się on jednak zbyt często :) Po jakimś czasie szczęśliwy wróciłem do domu i wiedziałem już, że było warto się namęczyć, bowiem widok cały czas towarzyszącej mi inwersji był naprawdę wspaniały!








poniedziałek, 9 lutego 2015

Sesja: stop => zima: start!

Utopijna implikacja w tytule nie jest niestety tautologią. W tym roku jednak można to w ten sposób sformułować, chociaż zima na dobrą sprawę zaczęła się już chwilę wcześniej. W Polsce na dobre osiedliła się zima. W autobusach za to spotkać można ośnieżonych zmarzniętych studentów w garniturach - i wszyscy wiedzą, że jest sesja. Ja na szczęście to mam już za sobą i mogę korzystać w pełni z zimy.
W zeszłym tygodniu w 3 dni zrobiłem 3 ciekawe wycieczki. 
W czwartek po egzaminie z kolegami udaliśmy się w okolice Mostu Milenijnego, aby zrobić "chillout" po egzaminie, aby zobaczyć też coś nowego. Pogoda taka sobie, ale gdy zrobiło się ciemno, efekt wizualny był nawet niezły. Jest to drugi najdłuższy most we Wrocławiu, oczywiście po Rędzińskim, pod który nawet mieliśmy plan się przejść (ok 3 km brzegiem), ale jednak zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Pod względem mostów nie ma ciekawszego od Wrocławia miasta w Polsce!











W piątek natomiast miałem już wolne. Udałem się a Dworzec Świebodzki, o którego wykorzystanie wciąż są kłótnie, ale nie to było tematem mojej wizyty. Otóż na dworcu odbywa się wystawa, a może lepiej użyć słowa "ekspozycja", największej w Polsce makiety kolejowej. Na niej znajduje się ok 210 metrów torowisk! Całkiem nieźle. Jest to na pewno rzecz godna zobaczenia, mimo wysokiej ceny biletu. Przez moment można znów poczuć się jak dziecko :)











Napisałem, że mogę korzystać z zimy, a tak naprawdę to, o czym do tej pory napisałem, niewiele ma z nią wspólnego. I racja. Chociaż na dobrą sprawę poza łyżwami, ciężko w "płaskim" Wrocławiu korzystać z zimy. Jednak w piątek wieczorem wróciłem do domu,a w sobotę "uderzyłem" na biegówki. Na lepszą pogodę nie można było trafić! Co prawda na początku -9, ale świeciło słońce, 0 wiatru, więc temperatura nie była tak bardzo odczuwalna, ale za to widoki - pierwsza klasa! W pewnym sensie jest to przewaga biegówek nad zjazdówkami, bo jednak poza wyciągiem nie ma czasu na podziwianie tych widoków, tym bardziej, że trasa zjazdowa i jej okolice bywają mocno przeobrażone przez człowieka. 
Tak więc pobiegałem, kilka fotek niestety tylko z komórki. Wyszło ok 20 km, gps nie złapał części trasy. Link do trasy











Teraz trochę wolnego czasu, trochę luzu. Pozostaje wypocząć i dobrze wykorzystać ten czas, by na drugi semestr wrócić z nową energią!

Na koniec sprawa techniczna, niektórzy pytają mnie co zrobić, żeby na bieżąco być zawiadamianym o nowym poście. Otóż po prawej stronie jest pole "newsletter" i tam trzeba dodać swój adres i na niego będą przychodzić informacje o nowych postach. 

niedziela, 25 stycznia 2015

Wreszcie zima!

Jak w tytule, wreszcie robi nam się zima :) Może to cieszyć nie tylko amatorów białego szaleństwa, ale przede wszystkim właścicieli kompleksów narciarskich. A przy okazji sportowców zimowych oraz tych którzy sport zimowy wykorzystują jako przygotowanie do lata.
Najgorsze już za mną, najtrudniejsze zaliczone. Można zająć się sprawami z wyższego piętra piramidy potrzeb człowieka. Udało mi się wreszcie pojechać na biegówki! 
Warunki w Jakuszycach świetne, udało się nawet w miarę trafić ze smarowaniem nart. No ale kondycja to jednak trochę nie taka jaką bym chciał :) Ale powoli, będzie ok :)
Na start https://www.strava.com/activities/245240964 taka oto skromna trasa :) 
To było wczoraj, a dzisiaj dokonałem zakupu, który może trochę pomóc w kondycji, ale przede wszystkim sprawi, że będę miał więcej czasu, będę mniej zależny od MPK :)
Jest to rowerek, który umożliwi mi szybki dojazd na uczelnię :) A moje rowery wyścigowe są już głęboko schowane :p
Mój Giant (powrót do producenta po 2 sezonach separacji) jest nie tylko praktyczny, a właściwie dopiero będzie, ale też można powiedzieć, że urodziwy :) Wymaga kosmetyki, a potem jazda! :)
Jeszcze tydzień zabawy na uczelni, a potem wolne, co oznacza zwiedzanie, podziwianie, a także trenowanie :)
A oto i on :)

środa, 7 stycznia 2015

Zalety życia bez ścigania

Dawno nie pisałem. Minęły święta. No to czas na 3 tygodnie ostrej jazdy na uczelni :)
Zdecydowałem że w tym roku obejdę się bez ścigania. Wiadomo nie przestanę całkiem jeździć na rowerze. Czemu miałbym to robić skoro to wciąż sprawia mi przyjemność? Jednak na pewno będę to robił inaczej, jazda aby się ścigać absolutnie nie będzie moim celem! Co za tym idzie będę więcej się szwędać tam gdzie chce, a nie w takie miejsce gdzie akurat potrzebowałem pojechać żeby zrobić trening. Będzie czas na najnormalniejsze w świecie zwiedzanie, spotkania i to czego latem mi bardzo brakowało i z powodu treningów i obawy o nogi nie robiłem: wędrówek w górach. Ścigają niech się zawodowcy :) A ja będę robił to co lubię :) Nie to, że nie lubiłem dotychczasowego życia, tylko byłem ograniczany. w pewnym sensie, a teraz to się zmieni.
Zalety finansowe i zdrowotne są oczywiste. No i czas jakże potrzebny na studiach...
To tyle na dzisiaj :) Po kolokwiach pomyślę nad zmianami w blogu. Mam nadzieję że kolejne posty będą już opisywać jakieś wycieczki :)

Takie widoki będą dla mnie częstsze :)

wtorek, 2 grudnia 2014

I po USG

Usg kolana zrobione. Polska służba zdrowia jest tak wspaniała ze prywatnie nie trzeba nawet czekać ;p A lekarz rodzinny nie ma uprawnień do skierowania na usg i wiem ze nie była to jego złośliwość
no cóż...
Wynik w sumie dobry. Potwierdziło się to czego można było się spodziewać. Nie ma uszkodzeń tkanki kostnej, ani więzadeł. Są lekkie zmiany dotyczące jakiejś mazi i płynu w kolanie, ale nie wiem o co chodzi - jestem na polibudzie a nie medycynie :)
rokowanie jest takie, że możliwe że każdy kolarz ma coś takiego. trzeba odpocząć i zjeść jakieś leki i powinno być dobrze :)
Kwestia tego teraz co dalej. Kolarstwo nawet na takim poziomie, na jakim jestem jest jednak dość kosztowne jeśli chodzi o sam sprzęt, czas - a tego na studiach zawsze brakuje, zdrowie - czy warto niszczyć siebie? z drugiej strony ile wspomnień i zabawy, ile ludzi... Trzeba nad tym pomyśleć :)
Tematyka postu dotyczy zdrowia i przyszłości, zatem wstawię zdjęcia z przeszłości i to dalekiej :)


niedziela, 9 listopada 2014

Spacerek po Wrocławiu - Rędzinie

Sport to zdrowie- uświadom to sobie :) I to nie tylko, a może przede wszystkim sport, rekreacja amatorsko. Odpoczywając po sezonie i lecząc kolana mam czas na inne zajęcia. A spacery zawsze bardzo lubiłem :)
Cały tydzień była ładna pogoda, lecz w dniu, kiedy postanowiłem wybrać się na wycieczkę musiało się wszystko zepsuć, wiatr w oczy :) w przenośni i dosłownie!
Wybrałem się na most Rędziński we Wrocławiu, znajdujący się na AOW. Może bardziej prawidłowo byłoby napisać, że wybrałem się "pod most" albo "obok mostu", ale szczególnie to pierwszej sformułowanie narzuca brzydkie skojarzenia ;)
Dość długo musiałem podróżować komunikacją miejską, a potem taplając się w błotku zrobiłem dość dużo zdjęć, w końcu fotografię bardzo lubię, w pewnym sensie też kojarzy się ona z kolarstwem. A blog z kolei nie musi być tak całkiem monotematyczny :)
Dotarłem , no niech będzie, POD most :) Z bliska wydaje się być trochę inny niż podczas jazdy samochodem, ale robi olbrzymie wrażenie, jest to na pewno jeden z największych cudów architektonicnzych nie tylko Wrocławia, czy Polski, ale nawet w skali światowej (największy powierzchniowo most podwieszany na świecie). 
Pozachwycałem się, zmęczyłem, fotki zrobiłem i wróciłem do domu :)
Mimo niekorzystnej pogody kilka migawek mi wyszło i je właśnie zamieszczam :)